To tak tylko żeby wam ich życzyć ;-; I tyle, dla tych którzy nie lubią, niech tego nie czytają XD Więcej na moim nowym blogu XD
piątek, 14 lutego 2014
czwartek, 13 lutego 2014
Dziwny sen :O
No witojcie, na początku dam wam linka do mojego nowego bloga :3 cofam-sie-w-cien.blogspot.com
A teraz przejdźmy do tematu... Dziś miałam dziwny sen z Sebą ;___; Śniło mi się, że chyba jesteśmy u mnie w pokoju i w końcu które z nas powiedziało: "Pasujemy do siebie" czy coś w tym stylu, a czasem miałam sny o czymś co się ydarzy i nwm co o tym myśleć, może to byc też moja chora wyobraźnia XD Ale poważnie boję się, że to się spełni... To dziwneee, ktoś doradzi co robić? xD
A teraz przejdźmy do tematu... Dziś miałam dziwny sen z Sebą ;___; Śniło mi się, że chyba jesteśmy u mnie w pokoju i w końcu które z nas powiedziało: "Pasujemy do siebie" czy coś w tym stylu, a czasem miałam sny o czymś co się ydarzy i nwm co o tym myśleć, może to byc też moja chora wyobraźnia XD Ale poważnie boję się, że to się spełni... To dziwneee, ktoś doradzi co robić? xD
środa, 12 lutego 2014
Nowy blog, już wkrtóce ^^
No więc, kochani moi czytelnicy :3 Postanowiłam, że kiedy skończę pisać książkę, zrobię nowy blog, ale nie bójcie się, ten pozostanie :3 I nadal będę na nim pisać, obiecuję ^^ A jak się nauczę dodać chat i playlistę (tutaj licze na znajome, tak Julciu na ciebie z playlistą, a z chatem liczę na Flądzię xD) to na nowym, obiecuję, że tam one się znajdą, na tym nie, bo i tak już jest dobrze xD Na nowym blogu, będę robić to co tu, pisać tam posty (będą o MSP, trochę więc zapraszam :3), pisać książkę (tak jak tu będzie ona w zakładce), a jeśli chodzi o zakładki, to zapewne dam tam MSP i SF :3 To tyle, paa :3
i zapewne będę tam i tu dodawać ten oto rysunek :3 To Nataniel z SF (słodki flirt) XD Może kiedyś tam też innych? :O Np. Kasa (Kastiela XD) Paa xD
i zapewne będę tam i tu dodawać ten oto rysunek :3 To Nataniel z SF (słodki flirt) XD Może kiedyś tam też innych? :O Np. Kasa (Kastiela XD) Paa xDwtorek, 11 lutego 2014
Brak pomysłu xD
No siema, myszki moje XD No to piszę to z nudów, z braku pomysłów i w ogóle XD Tak żebyście nie myśleli, że zapomniałam o blogu XD Rozdział ukaże się niedługo, a jeśli uda mi się namówić siostrę do pomocy, to jeszcze dziś pojawią się rysunki *.* I od wczoraj mi oko czerwienieje jak za długo siedzę przed kompem :C Hehe, no cóż xD I to chyba tyle ;-; Mam słabą pamięć xD A jeszcze coś, możliwe, że jak skończę pisać książkę, to zrezygnuję z prowadzenia bloga, ale jeszcze nwm c:
O jezu, będę płakać! xD
Wejdźcie na: pl.slodkiflirt.wika.com/wiki/Wątek:103339
Uśmiejecie się, jeśli znacie SF XD (To było głównie do Julki xD i do Maji, jeśli kiedyś jeszcze tu zajrzy XD)
Paa xD
O jezu, będę płakać! xD
Wejdźcie na: pl.slodkiflirt.wika.com/wiki/Wątek:103339
Uśmiejecie się, jeśli znacie SF XD (To było głównie do Julki xD i do Maji, jeśli kiedyś jeszcze tu zajrzy XD)
Paa xD
sobota, 8 lutego 2014
Czas zapomnieć, czas na zmiany.
Pamiętacie, jak wam mówiłam, że się zakochałam? Od naszego spotkania minęło 3 miesiące, wolę o nim zapomnieć, stracić pamięć, udawać, że go nigdy nie poznałam... Problemy XXI wieku, hah. Pomożecie mi zapomnieć? Poradźcie, nie pytajcie się o nic, o to jak wygląda ani nic, plose :c Poradźcie mi jak mam zapomnieć, błagam... To tyle, pa :c
A tu taki filmik, zapewne nie nawiązujący do tego, ale...
poniedziałek, 3 lutego 2014
Zmiany na blogu xD
No szema ludy *-*Jak widzicie zmieniłam troch wygląd bloga (nowe, tło, kolory itd), na WALENTYNKI! :3 (Sorry, Julka, Iza i Wiki, że ściąnęłam tło xD) A przez mój komputer coś się robiła kiedy ja to zmieniałam i byłam, zła, że się to nie zapisze i miałam niestety rację ;-; W ogóle to znów mam szkołę, więc zapewne notki będą jeszcze rzadziej i rozdziały też :C A w przyszłym tyodniu mam 2 SPRAWDZIAN SZÓSTOKLASISTY W.W Przynajmniej wiem jak to wygląda :) A tak z innej beczki, wreszcie w naszej szkole są szafki! ^^ Co prawda tylko dla klas szóstych (Czyli dla nas :P) i jutro na wychowawczej dostaniemy klucze *-* I znowu wracamy do tematu XD Może w weekendy będą się pojawiać rozdziały i posty, a jak dobrze pójdzie to jeszcze dziś ukarze się 5 rozdział książki "Kły śmiertelniczek" XD To tyle i WESOŁYCH WALENTYNEK! ^^
sobota, 1 lutego 2014
Pozory mylą.
No to tak, żeby nie było to wam mówię jaka jestem, często xD
- Potrafię być uprata i złośliwa kiedy jestem smutna *o*
- Jak nie przyjmujesz mojej krytyki do siebie, to żegnam :3
- Czasem robię wszystko żeby komuś zrobić na złość *o*
- A mów se o mnie co chcesz, mnie to nie obchodzi ^-^
- Jestem lekką (nie do przesady, zaraz lekką ;-;) EGOISTKĄ ^^
I każdy kto mnie zna, to wie, że jestem WREDNA *-* I nie zmienię się XD Jak Ci coś nie pasuje to wypad i nie czytaj więcej bloga, to tyle, żegnam :3
- Potrafię być uprata i złośliwa kiedy jestem smutna *o*
- Jak nie przyjmujesz mojej krytyki do siebie, to żegnam :3
- Czasem robię wszystko żeby komuś zrobić na złość *o*
- A mów se o mnie co chcesz, mnie to nie obchodzi ^-^
- Jestem lekką (nie do przesady, zaraz lekką ;-;) EGOISTKĄ ^^
I każdy kto mnie zna, to wie, że jestem WREDNA *-* I nie zmienię się XD Jak Ci coś nie pasuje to wypad i nie czytaj więcej bloga, to tyle, żegnam :3
czwartek, 30 stycznia 2014
Znaki zodiaku *-*
Hejoł *-* Dzisiaj pojawił się nowy konkurs na MSP. Mianowicie - Znaki Zodiaku. Bardzo mi się mój podoba - to Waga, jak dla mnie to najlepiej wyszła Waga i lew, a skorpion ma tylko ogon i tyle T^T Biedne skorpiony xD No to chyba tyle, na dziś. DOZOBACZENIA I JEST ROZDZIAŁ KSIĄŻKI! xD Paa, Paulinka xD
sobota, 25 stycznia 2014
A może iść skoczyć z mostu?
A może iść skoczyć z mostu? ;-; Nikt by przecież nie zauważył, a w każdym razie nikt z moich znajomych;-; Bo po co? ;-; Jedna sekunda i mnie nie ma... Dla wszystkich wieczny odpoczynek ode mnie ;-; Od moich nażekań, pytań, smutków, natrętości... Jedna chwila i spokój ;-; Amen.
czwartek, 23 stycznia 2014
Uzależnienie od SF i jej postaci xD
Jak ktoś nie wie co to SF to już wyjaśniam - SłodkiFlirt.pl ;3 Bardzo fajna gra, a już szczególnie niektóre postacie. xD Ta, teraz myślicie, że jestem szalona? XD No cóż, trudno. Zabawne, że cały czas zmieniam książki, chyba żadnej nie skończę... Mówi się trudno! XD Mam dzisiaj całkiem dobry humor i jeszcze wiele razy zobaczycie to "XD" xD A więc, tak, dzięki mojej znajomej, która zrobiła kolejny rozdział książki z jednym z postaci ze SF (wyjaśnienie, na początku posta). Postanowiłam coś napisać, może będzie pomieszane jeszcze z niewiadomo czym? xD Lubię mieszać rzeczy, ale nie wiem czy to dobry, pomysł... xD Nie liczcie na to, że jak będę pisać, tą książkę to ją skończę xD E... sama się już straciłam :O
A tak z innej beczki, to napiszę wam moje wyamrzone zaręczyny, ślub i wesele xD Szalona Paulisia, szalona xD
Zaręczyny: Jesteśmy w restauracji i jemy kolację. Mój chłopak jest trochę zestresowany, ale i tak swobodnie rozmawiamy. Ja mówię, że coś mi upadło (łyżeczka, widelec itd), on wyjmuje pierścionek zaręczynowy, ja się podnoszę i mówię mu: "Znalazłam" On wstaje i klęczy na kolanie i się pyta "Moja ukochana Paulino, czy wyjdziesz za mnie?" Ja taka trochę zdziwiona i szczęśliwa i po krótkiej chwili mówię: "Tak!" I się całujemy i cała sala "Uuuuu" XD
Ślub: Ja w takiej pięknej, śliczniej, białej, długiej i wygodnej sukience, białe, piękne, śliczne buciki, biały, piękny, śliczny welon i wgl cała ja biała, piękna i śliczna xD A on tak samo tylko tyle, że on tradycyjnie na czarno xD
Wesele: Wszyscy goście już weszli, c'nie? XD On mnie bierze na ręce i wchodzimy *-* I wszyscy uradowani i mówią "Uuuu" XD Po życzeniach krzyczą "GORZKO! GORZKO! GORZKO!" XD I bawimy się do 5 nad ranem xD I oboje pijani i dziwnie okazuje się, że dziecko będziemy mieć xD
PAULISIA SZALONA! XD
A teraz wróżba XD (paulisi odwala):
- Popacz na liczbę wejść na mój blog xD
Jeśli powiesz "Uuuu, dużo" xD - Twoje małżeństwo będzie piękne i szczęśliwe, bez zdrad i problemów XD
Jeśli powiesz "Jezu, ale mało! ;-;" - PRZEKLINAM CIĘ NA PIEKŁO! x-o I TWOJE ŻYCIE BĘDZIE ZŁE I SMUTNE :c
Paulisia zła xD
środa, 22 stycznia 2014
Durne zauroczenie i negatywne patrzenie na świat ;__;
A więc tak: pacze sobie na forum jak codziennie, a tam post o nazwie "Porada." No to wchodzę i widzę, że jakaś dziewczynka (10 lat) pisze coś takiego (nie dam screena, bo nie umiem, wiem, że mnie kochacie XD):
"Czy ktos moze mi pomuc z chlopakiem? Chcialabym go przytulic lub pocalowac , ale sie wstydze. I dac my walentynke. Prosze , poradzcie !!!" Potem, że jej wyznał miłość ten chłopak, ale i tak wszyscy jej mówią, że to za wcześnie na miłość, ja się w to wliczam ;3 Potem jej tłumaczę ja ma mu dać walentynkę i pisze "nie wiem czy to sie uda" to ja jej pisze "MYŚL POZYTYWANIE DO JASNEJ CHOLERYx-o! JAK TAK NEGATYWNIE BĘDZIESZ PATRZEĆ NA ŚWIAT TO NIC CI SIĘ NIE UDA x-o" Kochana jestem, prawda? ^^
A teraz zapewne jesteście ciekawi, czy ja się kiedyś zakochałam? ^-^ No tak, mam jednego na oku, jego imię brzmi Sebastian *-* Ta, fajne, c'nie? :3 Nie powiem więcej ^^
Pozdro Paulinka, paa ;3
"Czy ktos moze mi pomuc z chlopakiem? Chcialabym go przytulic lub pocalowac , ale sie wstydze. I dac my walentynke. Prosze , poradzcie !!!" Potem, że jej wyznał miłość ten chłopak, ale i tak wszyscy jej mówią, że to za wcześnie na miłość, ja się w to wliczam ;3 Potem jej tłumaczę ja ma mu dać walentynkę i pisze "nie wiem czy to sie uda" to ja jej pisze "MYŚL POZYTYWANIE DO JASNEJ CHOLERYx-o! JAK TAK NEGATYWNIE BĘDZIESZ PATRZEĆ NA ŚWIAT TO NIC CI SIĘ NIE UDA x-o" Kochana jestem, prawda? ^^
A teraz zapewne jesteście ciekawi, czy ja się kiedyś zakochałam? ^-^ No tak, mam jednego na oku, jego imię brzmi Sebastian *-* Ta, fajne, c'nie? :3 Nie powiem więcej ^^
Pozdro Paulinka, paa ;3
poniedziałek, 20 stycznia 2014
Zryta psycha ;-;
No siemaaa ;-; A więc dzięki pewnej osobie na MSP mam teraz zrytą psychikę x_x Chodzi o takie tematy o seksie x_x No dobra te 12 lat mam, to niby tylko dla beki, ale CO JAK TO DZIECKO ZROBI? -.-" To bardzo prawdopodobne, to małe dziecko które poznaje świat ;-; Poza tym naoglądałam się za dużo horrorów, a niedawno sama pisałam krymianł ;-; Żałuję, że gram w MSP i pacze na forum O.O Jeśli tak mają wyglądać zmiany na MSP to ja REZEGNUJĘ Z TEJ DURNEJ GRY, GDZIE LUDZIE JUŻ SĄ TAK TĘPI, ŻE SZOK! -.-" Nie wszyscy oczywiście ;-; Żegnam -.-" I możecie se mnie hejtować! -.-
niedziela, 19 stycznia 2014
Wyniki konkursu!
A więc o to już są wyniki! ^-^ Błędy w opowiadaniu są, bo ja tego nie mam zamiaru zmieniać, bo za długie i nie chce mi się tego drugi raz czytać.
1 miesjce - Mipsi - BRAWO! ;3
2 miejsce - Selena2507
3 miejsce - andziamusa
A Madzik246 dostanie nagrodę pocieszenia ;3
A to jest zwycięskie opowiadanie, miłej lektury!
1 miesjce - Mipsi - BRAWO! ;3
2 miejsce - Selena2507
3 miejsce - andziamusa
A Madzik246 dostanie nagrodę pocieszenia ;3
A to jest zwycięskie opowiadanie, miłej lektury!
Wędrówka po miłość
Amelia samotnie
stała na pustym przystanku. Czekała na Niego już kilkanaście minut, lecz On
nadal się nie zjawił. Powoli zaczynała się denerwować. To miała być randka jej
marzeń, z chłopakiem, w którym od bardzo dawna była zakochana. Lecz On się
spóźniał.
Minęło
pół godziny. Zaczęło padać. Po godzinie to już nie był deszczyk, tylko ulewa,
lecz ona się nie poddawała. ,,Może spóźnił się na autobus?’’ myślała,, Albo coś
mu wypadło?’’.
Jednak gdy minęła druga godzina, a jego wciąż
nie było, Amelia ze złamanym sercem postanowiła wracać do domu. Spojrzała na
rozkład jazdy, szukając autobusu powrotnego, gdy usłyszała znajomy głos.
- Czy to nie Amelia Kwiatkowska?- dziewczyna
odwróciła się i ujrzała panią Kowal, swoją nauczycielkę biologii.- Dziecko, co
robisz sama, na dworze w taką ulewę? Jesteś przemoczona do suchej nitki!
- Ja… byłam z kimś umówiona- wyznała
nastolatka.- Z Łukaszem Drozdem, zna go pewnie pani.
- I co, nie przyszedł?- wsparła się pod boki.-
Widzę, że stoisz tak już jakiś czas. Słuchaj, nie przyszedł to już nie
przyjdzie, chamsko się zachował i lepiej daj już sobie z nim spokój. Mam
propozycję. Nie możesz w takim stanie wrócić do domu, a ja mieszkam kilka minut
drogi stąd. Może najpierw pójdziesz do mnie, osuszysz się, wypijesz coś
ciepłego, a dopiero potem wrócisz do domu, co?
- Dobrze- powiedziała cicho dziewczyna. Przez
chwilę wydawało jej się, że w oczach nauczycielki pojawił się dziwny, niebezpieczny
błysk, lecz zaraz to wrażenie minęło.
-
I jak, lepiej już się czujesz?- zapytała pani Kowal.
- O niebo lepiej, dziękuję pani- powiedziała
Amelia.. Siedziała przy stole w domu swojej nauczycielki, przy kubku miętowej
herbaty i kawałku czekoladowego ciasta. Nie był to typowy dom. Stał w
odosobnieniu od innych domostw, na wzgórzu przy skraju lasu. Bardziej
przypominał starą chatkę niż dom z XI-ego wieku, niemal w całości wykonany z
drewna, z jedną izbą na dole i stryszkiem pod dachem. Amelii kojarzył się on z
chatką czarownicy, ale zaraz odsunęła od siebie tę myśl.
- Proszę pani…- zaczęła niepewnie, ale
potrzebowała rady, więc kontynuowała- pani mi powiedziała, żebym nie zaprzątała
sobie więcej tym chłopakiem głowy. Ale nie mogę zastosować się do tej rady- ja
go naprawdę kocham!
- Mówisz, że go kochasz- przenikliwe
spojrzenie nauczycielki wwiercało się w dziewczynę.
- Co takie dziecko jak ty może wiedzieć o
prawdziwej miłości?
Amelia
poczuła jak krew uderza jej do głowy.
- Myśli pani, że jestem tylko głupią,
zadurzoną nastolatką?- powoli narastała w niej złość.
- Dokładnie- uśmiech nauczycielki był pełen
wyższości.
- Ja go naprawdę kocham!- w jej oczach
pojawiły się łzy wściekłości.- To nie jest ot, takie sobie zadurzenie się od
pierwszego wejrzenia! Ja kocham go za jego uśmiech, za jego dobroć, za jego charakter!
Jego oczy, gdy się śmieje, jego delikatny, uprzejmy głos, sposób bycia… Ja go
naprawdę, naprawdę kocham!
W
trakcie swojej przemowy wstała od stołu i patrzyła z góry na spokojną twarz
swojej nauczycielki.
- Najpierw pani mnie tu przyprowadziła, jak
biedną sierotkę, aby po chwili mnie obrażać. Ja już pani nie rozumiem.
Kobieta
także wstała od stołu, lecz jej twarz nic nie wyrażała. W odpowiedzi
powiedziała tylko:
- Czyli naprawdę go kochasz. Jaka szkoda.
- O co pani chodzi?
Nagle
Amelia poczuła ogromny ból, jakby ktoś rozpalał jej wnętrzności. Z krzykiem
osunęła się na kolana, uderzając głową o krawędź stołu. Ból się nasilił, a ona
zwinęła się w kłębek, niezdolna wydać z siebie jakiegokolwiek dźwięku, jakby
ktoś pozbawił ją strun głosowych. Z wysiłkiem podniosła głowę, lecz nie stała
przed nią jej nauczycielka biologii, a przynajmniej nie w formie, w jakiej ją
znała. Skóra zrobiła jej się trupio blada, oczy zaczęły płonąć ciemnym,
nieziemskim ogniem, włosy poskręcały się i nabrały zielonkawego odcienia.
Jednak, o dziwo, wyglądała teraz o wiele młodziej, zamiast 50 wydawało się, że
ma 20 lat.
- Ja też byłam kiedyś zakochana- powiedziała
wysokim głosem- nadal jestem. Chociaż minęło już kilka wieków, ja nadal trwam u
jego boku. I dlatego nie mogę pozwolić ci się do niego zbliżyć.
Amelia
otworzyła szeroko oczy z przerażenia.
- Myślisz, że czemu ci pomogłam? Z czystej
dobroci? Śmieszne! Wiedziałam, że masz się z nim spotkać, z Łukaszem, ale to JA
go kocham.
- Jesteś potworna- wyjęczała Amelia.
- Kiedyś byłam piękna, tak jak ty, i młoda.
Wtedy on używał innego imienia, znałam go jako Sebastiana. Byłam taka zakochana
i wydawało mi się, ze on też. Ale wtedy poznałam jego tajemnicę- że nie jest człowiekiem...
Był potworem, którego miejsce w innym wymiarze, a istoty, które także stamtąd
pochodziły, nazywały go,, Strażnikiem’’. Wtedy też dowiedziałam się, że jest
nieśmiertelny. Przerażała mnie myśl, że ja się zestarzeję i umrę, a on wiecznie
będzie piękny i młody, dlatego postanowiłam udać się do czarownicy i prosić o
eliksir, który mógłby mi zapewnić wieczne życie. Cóż, nie wyszło do końca tak,
jak sobie życzyłam, żeby zyskać wieczne życie najpierw musiałam umrzeć. I tak
stałam się zombie.
Amelia
zastanawiała się, jakie prochy dostała w tej herbacie, że widzi i słyszy takie
rzeczy, jednak ból, który czuła, sprawiał, ze nasuwało jej się pytanie, czy to
wszystko nie może dziać się naprawdę? Nauczycielka tymczasem dalej mówiła.
- Zapomniałam poprosić o wieczną młodość,
jednak szybko naprawiłam ten błąd. Aby coś zyskać, trzeba coś oddać, w zamian
za przemianę w zombie oddałam swoje życie, jednak żeby pozostać młodą, musiałam
oddać coś innego. Postawiłam więc na szali ostatnią ludzką część mnie, jaka we
mnie pozostała. I tak stałam się czarownicą, zdolną w nieskończoność odmładzać
swój wygląd. Byłam taka szczęśliwa. Byłam pewna, że on też będzie szczęśliwy,
że możemy być już na zawsze razem! Niestety… on nie cieszył się tak, jak ja.
Wręcz wydawał się być zły, za to, że to zrobiłam. Nie rozumiałam tego,
myślałam, że mnie kocha, ja wciąż go kochałam.
Lata mijały, a ja z czasem pojęłam jego
zachowanie. Pewnego razu pokłóciliśmy się i wtedy mi to powiedział:,, Tylko
głupiec decydowałby się na bycie z osobą, którą naprawdę kocha, gdy on jest
nieśmiertelny, a ona zwykłą śmiertelniczką. Jeśli bym się zakochał, nigdy nie
dałbym jej najmniejszego powodu, by się tego domyśliła’’. Tak właśnie
powiedział. Tego dnia zrozumiałam, że jego miłość do mnie była tylko udawaną, a
ja już oddałam dla niego wszystko, co miałam. Ale ja nadal go tak bardzo
kochałam. Postanowiłam, że zostanę przy nim, czy tego chce, czy nie. Z czasem
moje zaklęcia działały coraz słabiej, a ja nie mogłam wiecznie młoda być przy
nim. Dlatego zdecydowałam się stosować czarną magię. Nie działa ona cały czas,
ale wystarcza mi na bycie młodą nocą i plecenie zaklęć miłosnych.
Wtedy zauważyłam, że mu się przyglądasz i
twoje oczy błyszczą. Potem zaprzyjaźniłaś się z nim, a on nie miał nic
przeciwko. To mnie coraz bardziej irytowało. Jednak, gdy zaprosiłaś go na
randkę, to już było za wiele. W dodatku jego zachowanie było conajmniej
niepokojące. Od czasu, gdy cię poznał, zaczął zamykać się w ciemnym pokoju,
zupełnie sam na całe godziny. Jego spojrzenie przygasło i stracił swój zwykły
entuzjazm. W dodatku, otrzymawszy twoje zaproszenie, mimo, że nie zamierzał
przyjść, nawet nie raczył się pofatygować, żeby cię o tym powiadomić!
- C-co?- Amelia zaakceptowała już wszystko, co
mówiła do niej ta kobieta, w jakiś sposób wiedziała, że to prawda. Jednak
wiadomość, że Łukasz- czy raczej Sebastian- od samego początku nie miał zamiaru
się z nią spotkać, wstrząsnęła nią najbardziej. Po jej policzkach zaczęły
płynąć łzy.
- Płacz sobie płacz. Aleś ty głupia. Chyba
naprawdę nie rozumiesz, co do ciebie mówię, co? Głupia dziewucho?
- Ledwo słyszę, co ty do mnie mówisz- wyjęczała
przez łzy- czuje się, jakby ktoś mi wypalał kręgosłup rozżarzonym prętem i
myślenie sprawia mi sporo bólu, więc mogłabyś darować sobie ten sarkazm?
- Mała gówniara- i zaśmiała się.- W porządku,
więc ci to wytłumaczę, słowo w słowo. A, i zanim zapytasz,, Dlaczego?’’- chcę,
żebyś jak najdotkliwiej odczuła to, co zamierzam ci zrobić. Ja sama
potrzebowałam czasu, żeby do tego dojść. To dziwne zachowanie Sebastiana bardzo
mnie zaniepokoiło. Jego odosabnianie się, apatyczny nastrój, nieobecny wzrok,
jakby marzył o czymś zbyt odległym, by mógł tego dosięgnąć, ukradkowe
spojrzenia, rzucane podczas lekcji. Wtedy przypomniałam sobie jego słowa,,
Jeślibym się zakochał, nie dałbym jej najmniejszego powodu…’’. Rozumiesz, do
czego piję?- zaśmiała się chrypliwie.- Epoki przemijają, lecz miłość zawsze
pozostaje taka sama! I tylko miłość do kogoś, w kim nie powinien się zakochać
mogła spowodować taki stan.
- On mnie naprawdę kocha?- poczuła ciepły
promyk nadziei.
- Głupia! Myślisz, że pozwolę ci teraz odejść?
Niedoczekanie! On opuścił swój świat dawno temu, został wygnany i nigdy już tam
nie wróci. Jeśliby postanowił jednak kiedyś się z tobą spotkać, to będzie
ostatnie miejsce, do którego się uda! Wiec żegnaj!
Powietrze
wokół Amelii stało się ciężkie, kształty rozmazały się i coś zaczęło ją ciągnąć
w stronę innej rzeczywistości.
- Nigdy więcej się nie spotkacie.
Amelia
z wolna odzyskiwała przytomność. Co się z nią stało, gdzie jest? Przypominała
sobie wszystko, co się wydarzyło. Znajdowała się teraz w ciemnym, posępnym
lesie, wylądowała tutaj po tym, jak tamta czarownica przeniosła ją do niego…
Inny wymiar. Z przerażenia odebrało jej dech. Jeśli rzeczywiście miała rację,
znajdowała się w innym świecie, bez nadziei na powrót do domu, inaczej nie
znalazłaby się tutaj.,, Mogła przecież mnie zabić’’ pomyślała. A tymczasem
tylko wylądowała w miejscu bez powrotu…
Zaczęła płakać. Szlochała bez opamiętania w
tym ciemnym i pustym lesie. Nigdy specjalnie nie zależało jej na rodzicach,
rodzeństwie, przyjaciołach, za domem, jednak teraz, gdy stała przed
perspektywą, że więcej ich nie zobaczy, czuła nieopanowaną tęsknotę.
- Hej! Co się stało? Czemu płaczesz?- rozległ
się jedwabisty, mroczny głos.
Amelia
odwróciła się, ocierając ręką łzy i zamarła zdziwiona. Stał przed nią najprzystojniejszy
chłopak, jakiego w życiu widziała. Miał błyszczące, lekko pofalowane czarne
włosy, jego oczy były jak barwy nieba odbijającego się w kryształach zamrożonej
wody, a skóra mlecznobiała. Ubrany był zupełnie zwyczajnie, czarne obcisłe
dżinsy, glany, bokserka i skórzana kurtka. Jednak Amelia nie gapiła się na
niego, lecz na parę wielkich, czarnych kruczych skrzydeł, wyrastających z jego
pleców. Była zbyt zszokowana by dać mu odpowiedź.
- Czyli trafiłaś tu przypadkiem? O ile to
możliwe…- przerwał.- Nie, jeśli jesteś człowiekiem to w żadnym wypadku nie mogłaś
tu trafić. Mam nadzieję, że wiesz, co mam na myśli mówiąc,, tu’’.
Pokiwała
głową.
- Inny wymiar- wyszeptała.- Proszę, pomóż mi
się stąd wydostać! Błagam!
Upadła
przed nim na kolana. Chłopak wciągnął gwałtownie powietrze.
- Twoje plecy…- westchnięcie- kto ci to
zrobił?
Wyjął
nóż, a ona przejrzała się w jego ostrzu. Z jej pleców wyrastała para orlich skrzydeł.
- Skąd się tu wzięły?- wykrzyknęła
przestraszona.- Jak mogę się ich pozbyć? Chcę do domu…
Znowu
zaczęła płakać. Chłopak ukląkł przy niej i położył rękę na jej ramieniu.
- Posłuchaj, mogę ci pomóc, ale masz się
uspokoić, rozumiesz?- skwapliwie przytaknęła i otarła łzy.- Nazywam się Daniel,
i tak masz się do mnie zwracać. Jak ty się nazywasz?
- Amelia Kwia…- odezwała się, lecz jej
przerwał.
- Nazwisko mnie nie obchodzi. A teraz opowiedz
mi, co się wydarzyło.
Amelia
opowiedziała mu całą historię najwierniej, jak tylko potrafiła, mając nadzieję,
że ten nieznajomy, Daniel, pomoże jej.
- Dobrze, teraz
wszystko kapuję- wstał i przeczesał włosy ręką.- Kolejny Strażnik, co? Powinni
zrobić jakiś spis nas wszystkich, bo normalnie zwariuję. Ciekawe, od czego jest
ten delikwent.
- Strażnik… tak czarownica mówiła o Łukaszu-
znaczy Sebastianie!- coś jej zaświtało w głowie.- Też jesteś jednym z nich.
Czym tak właściwie jesteście? Ona mówiła, że jesteście nieśmiertelnymi
potworami…
Rzuciła
szybkie spojrzenie na jego skrzydła i przypomniała sobie, że ona też takie ma.
- Nieśmiertelne potwory? I to ciebie nazywała
głupią?- roześmiał się, choć w jego głosie nie było cienia wesołości.- Trudno
wyjaśnić, czym są tak właściwie Strażnicy. Jedno jest pewne- każdy z nas
posiada ogromną moc. Jedni są nieśmiertelni, tak jak Sebastian, inni nie, jak
ja. Wszyscy mamy skrzydła, ale nie jesteśmy żadnymi aniołami. Każdy z nas jest
magiem w innej dziedzinie, nie ma dwóch Strażników ognia. Wymiar, w którym jesteśmy,
nie jest jedną krainą. To różne miejsca, które po prostu nie istnieją w świecie
ludzi. Niektórzy je tworzą, ale do tego potrzeba niesamowitych zdolności.
Wszyscy, którzy są mieszkańcami tego,, drugiego świata’’ przejawiają pewne
zdolności magiczne, są tu wilkołaki, czarownice, my- strażnicy, magowie,
mutanci oraz wiele, wiele innych.
-Powiedziałem już, że ci pomogę, ale najpierw
musisz mi powiedzieć, czego tak właściwie chcesz?
-Jak to?- to ją zaskoczyło.
- Nie mogę ci pomóc, jeśli nie wiem, w czym.
Może zacznijmy od najłatwiejszych rzeczy. Chcesz wrócić do swojego świata, tak?
Czy mam ci towarzyszyć?
- Tak!
-Ale jesteś pewna, że nie masz najpierw nic do
załatwienia tutaj, w tym innym świecie?
- Nie wiem- pojęła, o co mu chodzi.- Nie, nie
wiem, czy chcę wrócić. Rozstanie z rodziną może jakoś zniosę, ale życie bez
Sebastiana… Prawdę powiedziawszy, odkąd się tu znalazłam, dużo o nim nie
myślałam, może z czasem mogłabym zapomnieć? A może… może ty mógłbyś mi
doradzić, co powinnam teraz zrobić?
-I to jest najlepsze rozwiązanie- uśmiechnął
się uśmiechem tak mrocznym, że zaczęła się zastanawiać, jakim strażnikiem jest
on.- Na razie może podsumuję wszystko, czego mogłabyś ode mnie chcieć,
nieważne, czy możliwości się wykluczają. A więc: chcesz wrócić do domu, chcesz
wieść szczęśliwe życie u boku Sebastiana, ponieważ jest miłością twojego życia,
chcesz nie narażać się tamtej czarownicy, chcesz pozbyć się klątwy, którą na
ciebie rzucono…
-Zaraz, zaraz. Jakiej klątwy?
-Chyba powinienem wyjaśnić, czemu masz te
skrzydła. Widzisz- usiadł na ziemi, opierając się plecami o pień drzewa-
wiedźma- chyba kiedyś słyszałem o zombie i czarownicy, nazywa się Salem-
chciała cię wysłać w miejsce nieosiągalne dla ludzi, z którego nie mogłabyś się
z nikim skontaktować. Pewnie zakładała, że Sebastian, wiedziony miłością do
ciebie, zechce się z tobą spotkać, a ponieważ jesteś jego jedyną miłością może
mógłby uczynić cię nieśmiertelną. Taki obrót spraw nie podoba się Salem.
Dlatego rzuca na ciebie zakazaną klątwę, która przemieni cię w magiczną istotę.
Ludzie nie mogą ot tak trafić do drugiego wymiaru, jednak skoro już jesteś
jedną z nas, Salem bez problemów otwiera portal i przenosi cię do Lasu Cieni.
Zanim sprezentuję ci dalszy bieg wydarzeń, wyjaśnię, na czym tak właściwie
polega ta klątwa i dlaczego jest zakazana. Otóż jest to urok, który można
rzucić na przeciętnego śmiertelnika i ten zamienia się w magiczną istotę. Osoba
taka posiada cechy i moce wedle tego, jaka jest. Oj, głupio to zabrzmiało.
Trudno to wyjaśnić- westchnął.- Wyobraź sobie, że ja kiedyś też żyłem wśród
ludzi. Mam nadzieję, że widzisz aurę mojej mocy. Jest mroczna, nieprzystępna,
samotna i pełna rozpaczy. Ma to odbicie na moim charakterze i sposobie życia. I
ta klątwa działa w odwrotny sposób, używa twojej osobowości, by- użyję
metafory- dopasować moc, którą otrzymasz do twojego charakteru.
-Rzeczywiście, mimo wszystko nie czuję się z tymi
skrzydłami źle- ze zdumieniem przyznała Danielowi racje.- Zawsze pragnęłam być
wolna i móc latać, a teraz…
-To jedną rzecz mamy z głowy- uśmiechnął się w
charakterystyczny dla niego, ponury sposób.- Nie muszę cię z powrotem zmieniać
w człowieka. Co dalej?
-Może na początek dowiem się, czy wszystko, co
powiedziała Salem jest prawdą.
-Dobrze. Znam kogoś, kto mógłby ci powróżyć i
mieszka całkiem niedaleko stąd.
-A czy ta osoba mogłaby mi wywróżyć odpowiedź
na kilka pytań?
-Jak go znam, pewnie da radę, a jak nie da, to
ja pomogę. Ruszajmy.
Daniel
zapukał do drzwi chatki. Wyglądała bardzo podobnie do domu Salem, co bardzo
niepokoiło Amelię. Stała na polance w lesie, otoczona mrocznymi drzewami, a na
ich gałęziach siedziały kruki, posępnie spoglądające w ich stronę.
Drzwi otworzył im młody chłopak ubrany w luźną
koszulę i czarne spodnie. Dzikie, zielone spojrzenie, jakim obrzucił Amelię,
spowodowało, że odruchowo się cofnęła. Daniel uspokajająco położył dłoń na jej
ramieniu.
- Witaj, Dominiku- powiedział władczym tonem-
to jest Amelia. Mam nadzieję, że pomożesz jej dowiedzieć się paru rzeczy.
-Wchodźcie- powiedział sztywno Dominik i
otworzył szerzej drzwi.
-Dominik jest moim wilkołakiem, nie musisz się
go bać- powiedział do niej Daniel, wchodząc do środka.
-T- twoim czym?- zapytała, zerkając w jego
stronę.
- Dawno temu pojedynkowaliśmy się i Daniel
mnie pokonał- powiedział Dominik, zamykając drzwi- więc teraz muszę być jego
lojalnym sługą.
-Aha- Amelia udała, że rozumie, o co im
chodzi.
-Mógłbyś nam powróżyć?- zapytał go Daniel.- A
dokładniej: jej?
-Co mam zrobić?- zwrócił się do niej, a jego
przeszywający wzrok zakłopotał ją. Zebrała się w sobie i wypowiedziała prośbę:
-Chcę się dowiedzieć, czy kilka rzeczy, które
opowiedziała mi pewna osoba, to prawda.
-A, więc karty- powiedział i zaczął szukać
czegoś w szufladzie.- Coś jeszcze?
-Jeśli wszystko okaże się prawdą to będę miała
parę pytań, ale nie wiem, czy możesz udzielić mi na nie odpowiedzi.
-Zobaczy się- usiadł na podłodze i dał jej znać,
żeby siadła obok niego.-Ty zadawaj pytania i wyciągaj z talii jedną kartę przy
każdym pytaniu.
-Dobrze- wzięła głęboki oddech, starając się
uspokoić swoje kołaczące się serce.- Czy to prawda, że Sebastian jest Strażnikiem
i jest nieśmiertelny?
Wyciągnęła
szybko kartę z wachlarza, trzymanego przez Dominika. Odwróciła ją i spojrzała
na rysunek, jaki przedstawiała. Rycerz w lśniącej złotej zbroi, trzymający
miecz i tarczę, z parą złotych skrzydeł złożonych na plecach.
-Magiczna istota- powiedział Dominik.- Karta
ukazuje magiczną istotę, więc to prawda. Następne pytanie.
-Czy Sebastian naprawdę mnie kocha?-
wyksztusiła z siebie i z zamkniętymi oczami wybrała pierwszą kartę, na jaką
natrafiła jej dłoń. Otworzyła oczy. Na karcie widniały dwie dłonie trzymające
realistycznie wyglądające, bijące serce, połączone z żyłami i tętnicami
zwisającymi od niego.
-Miłość, lojalność i oddanie- Dominik
przetasował karty- znowu prawda.
-Czy naprawdę mam szansę na bycie z
Sebastianem?- czuła, jak nadzieja rozsadza jej serce. Jednak rysunek na kolejnej
karcie nieco przygasił jej entuzjazm- były to rozdroża.- Co to znaczy?
-Masz przed sobą wiele możliwości, przyszłość
nie jest jasna- oznajmił.- Karty nie mogą dać ci jednoznacznej odpowiedzi na
tak skomplikowane pytanie.
-Dobrze, a zatem ostatnie…Czy istnieje sposób,
bym stała się nieśmiertelna?
-Co to za pytanie?- Daniel prychnął kpiąco.
Lecz
ona wpatrywała się już w następną kartę.
-Czarna róża…Co to znaczy?- zapytała cicho,
czując jak opanowuje ją strach. Bała się odpowiedzi, jaką otrzyma.
-To oznacza, że ja już nie mogę ci pomóc-
zebrał karty i związał je kawałkiem rzemyka.- Musisz szukać pomocy u członków,,
ciemnej’’ strony magicznego świata. Nie jest to zakazana magia, nie martw się.
Po prostu czary mają różne oblicza, a w tej sytuacji potrzebujesz tych mniej
pewnych czarów.
-Lecz jak ja znajdę taką osobę?- jęknęła i
rozpacz wzięła górę nad nadzieją.
-Wiesz, jedna nawet przed tobą siedzi- wilkołak
uśmiechnął się szelmowsko, lecz uśmiech spełzł mu z twarzy, gdy zwróciła na
niego swoje płaczliwe spojrzenie.- Nie, nie ja! On.
-Hej!- Daniel założył ręce na piersi.- Ale to
wcale nie oznacza, że jestem w stanie ci pomóc.
-Proszę- łzy wezbrały w jej oczach- jesteś
moją jedyną nadzieją!
- Dobra, dobra- powiedział.- Tylko już nie
rycz. Weź się w garść, ten świat jest okrutny i nie możesz się rozklejać przy
każdej takiej sytuacji!
-Już, już nie płaczę- otarła oczy rękawem i
wstała.- Znasz jakiś sposób, by uczynić mnie nieśmiertelną?
-Gdybym znał, to bym ci już powiedział-
westchnął.- Ale znam drogi, by go poznać. Będziemy musieli przejść kawałek, ale
jeśli wyruszymy od razu, zdążymy do miasta przed porą łowów. Jakby co, to tak
nazywamy tutaj noc.
-Mogę iść!- przytaknęła ochoczo i z uśmiechem
odwróciła się do Dominika.- Bardzo ci dziękuję, bardzo! Nawet nie wiesz, jak
cenna jest dla mnie twoja pomoc!
-Cóż…- uśmiechnął się z zakłopotaniem.- Miło
było mi cię poznać, bywaj zdrów Amelio.
-Do widzenia.
-Mamy
problem- powiedział cicho Daniel.- Wokół nas krąży mnóstwo stworzeń żywiących
się śmiercią. Najpewniej to ty ich przyciągnęłaś.
-Ja?- na jej ramionach pojawiła się gęsia
skórka. W tej chwili rzeczywiście poczuła, jakby jakieś oczy patrzyły na nią z
pomiędzy otaczających ich drzew.- Czemu akurat ja? Twoją śmiercią by się nie
pożywiły?
-Ja jestem jednym z nich, tylko potrafię
opanować moją naturę- powiedział i dodał bardziej zniecierpliwionym tonem-
gdybyś się tak nie wlekła, dawno byśmy już dotarli do miasta.
-Jestem tylko człowiekiem- powiedziała, lecz
zaraz poczuła rumieniec zakłopotania- znaczy, chyba już nie jestem, ale nie
jestem też żadnym nadczłowiekiem, ani nie mam żadnych supermocy!
-Przecież masz, skrzydła to według ciebie niby
co? Mogłabyś na nich polecieć, ale wciąż się kształtują i są bardzo słabe, więc
taki wyczyn byłby raczej niebezpieczny.
-Będę mogła na nich latać? Rany- poczuła
przypływ adrenaliny- jeszcze o tym nie myślałam. Ale będzie super!
-Cicho- w jednej sekundzie przygniótł ją do
ziemi- zbiera się ich coraz więcej. Staram się nas ukryć, lecz są zbyt dobrymi
myśliwymi. Trzeba będzie walczyć.
-Ale ja nie potrafię- powiedziała tym samym,
cichym głosem, co on. Trochę nie podobało się jej, że tak nagle powalił ją na
ziemię i poczuła ulgę, gdy wstał z niej.
-Nie martw się, ty nie będziesz walczyć- w
jego dłoni zmaterializował się długi, wąski czarny miecz- tylko ja. Spokojnie,
dam sobie radę sam. Ty ukryj się tutaj.
Weszła
do wskazanej przez niego dziupli wewnątrz olbrzymiego drzewa. Przerażenie
ściskało ją w dołku, lecz starała się tego nie okazywać. Daniel wystarczająco
był dla niej niemiły i powinna być mu wdzięczna już za sam fakt, że jej
pomagał. Postanowiła też, że będzie się starać zachować odwagę i zimną krew,
żeby nie być głupią dziewczyną, która tylko płacze i prosi o pomoc.
Przez otwór dziupli wyjrzała na zewnątrz.
Chciała popatrzeć jak walczy ten mroczny Strażnik.
Stał
na środku polany, dzierżąc miecz i szeroko rozpostarłszy skrzydła. Przy
drzewach kłębiły się cieniste sylwetki, które podchodziły coraz bliżej. W
świetle księżyca zajaśniało białe futro ogromnego wilka stojącego na dwóch
łapach, szpony, dziób i pióra, wyszczerzone kły i czerwone ślepia. Każdy z
potworów miał w sobie coś ludzkiego, czy to nogi, ludzka sylwetka, twarz, czy
palce. Wyglądały jak nieudane połączenie człowieka ze zwierzęciem.
Wtedy
na Daniela rzuciła się pierwsza z bestii. Chłopak odsunął się na bok i w
miejscu, w którym stał, legło bezgłowe ciało, zaś łeb kilka metrów dalej.
Dopiero wtedy zauważyła, że położenie jego miecza zmieniło się i zdała sobie
sprawę, że wykonał ruch.
,, Zdumiewające, poruszył się tak szybko, że
nawet nie dostrzegłam żadnego ruchu’’ myślała.
Daniel wykonał swój ruch. Błyskawicznie
doskoczył do stojącego najbliżej potwora i kolistym ruchem przeciął jego tułów
na pół. Bez sekundy zwłoki odwrócił się i zaatakował kolejnego przeciwnika.
Pokonał już pięciu nie otrzymawszy żadnego zadrapania, gdy reszta ośmieliła się
i zaczęła nadciągać w jego stronę. W chwili, kiedy dwumetrowy niedźwiedź z
głową człowieka zamachnął się na niego łapą, Daniel wykonał nieprawdopodobnie
wysoki skok w powietrze, odbił się od głowy niedźwiedzia i wylądował na drugim
końcu polany, przy okazji wykonując półkoliste cięcie mieczem, pozostawiającym
szkarłatną wstęgę. Wykonał jeszcze kilka podobnych wyskoków i w ogóle cały czas
zdawał się nie dotykać stopami ziemi. Wyglądał jak lalka, zawieszona na linkach
i poruszana przez osobę na górze.
Do głowy wpadła jej trzeźwa myśl, że to
właśnie w taki sposób używa skrzydeł. Przyjrzała mu się dokładniej. Zawsze miał
za sobą mnóstwo wolnej przestrzeni, w której znajdowały się jego skrzydła.
Podczas walki wykonywał nimi nieznaczne, ledwo widoczne ruchy, jednak to
właśnie one sprawiały, że walczył bardziej w powietrzu niż na ziemi.
Amelia
z trudem oderwała się od obserwacji jak to Daniel z gracją baleriny zabija
kolejnych przeciwników rozejrzała się wokół. Zrobiło jej się niedobrze, gdy
zobaczyła ile potworów zebrało się wokół nich. Zajmowały wszelką wolną
przestrzeń, siedząc na gałęziach, latając w powietrzu, ryjąc w ziemi. Było ich
za dużo i było pewne, że Daniel nie poradzi sobie z nimi zupełnie sam. Przez
głowę jej przemknęła myśl, że może w każdej chwili uciec… Nie. Nie może tego
zrobić. Spojrzała na niego. Radził sobie bardzo dobrze, wokół niego leżały
martwe ciała, a sam zdawał się być u szczytu swojej wytrzymałości, lecz na jak
długo starczy mu sił? Był jej jedyną nadzieją, tylko on mógł ją sprowadzić do
domu i pomóc zyskać nieśmiertelność.
Nagły
błysk zwrócił jej uwagę. Wokół Daniela rozprzestrzeniał się ogień, a
dokładniej- z jego miecza. Płomienie pożerały jego wrogów, którzy przenosili je
między sobą w błyskawicznym tempie, jednak nie tykały Daniela ani roślinności.
Wtedy
zjawili się oni. Ubrani w białe płaszcze niczym duchy, wjechali między potwory
na białych rumakach. Było ich trzech, każdy z nich miał kaptur głęboko naciągnięty
na twarz. Z ich przyjazdem nieznany, biały ogień zaczął trawić zebraną na zbyt
małej przestrzeni, ściśniętą masę wrogów. Już wkrótce nic po nich nie zostało,
a oni zsiedli z koni i podeszli do Daniela. Amelia już zaczęła wychodzić z
dziupli, gdy zobaczyła harpię, cicho kucającą w cieniu rozłożystych gałęzi tuż
obok Daniela. Wpatrywała się w niego głodnym, nienawistnym wzrokiem.
Dziewczyna poczuła przypływ adrenaliny i krew,
płynącą w jej skrzydłach. Najdyskretniej jak tylko potrafiła, wyszła z dziupli,
niezauważona przez Daniela i trójkę nieznajomych, po czym zaczęła się wspinać
po drzewie aż na szczyt. Była pewna swoich skrzydeł tak, jak można być pewnym
nóg, na których się chodzi. Bezszelestnie wzbiła się w powietrze, cicho jak
cień i tak naturalnie, jakby od urodzenia potrafiła latać. Zatoczyła koło nad
głowami stojących na polanie. Harpia wzniosła skrzydła i błyskawicznie
zanurkowała, kierując pazury i dziób prosto w odsłoniętą szyję Daniela,
odwróconego od niej tyłem. Nie było czasu na myślenie, choć nie tak to sobie
wyobrażała. Chciała podejść harpię od tyłu, złapać za szyje, zrzucić z drzewa,
unieruchomić i zawołać po pomoc, jednak ona już wykonała swój śmiertelnie
groźny ruch. Amelia nie wiedziała, co nią kierowało i jak jej się to udało,
lecz zanim się opamiętała już leciała na pełnej szybkości w stronę swojego
przyjaciela. Zanurkowała w dół tuż u jego stóp, w ostatnim momencie zawracając
w górę, w stronę jego zdziwionej twarzy, z wyciągniętą pionowo ręką i wyprostowanymi
palcami, wycelowaną prosto w pierś harpii…
Po
dłoni spłynęło jej coś ciepłego i mokrego. W jednej chwili wytrzeźwiała i zdała
sobie sprawę z panującej ciszy, przerywanej odgłosem spadających kropel i
cichym szelestem piór.
Stała
na palcach jednej nogi, kolanem opierając się o brzuch Daniela i ciałem tak
wysuniętym do przodu, że jej oczy znajdowały się na poziomie jego oczu, a twarz
kilka centymetrów od jego twarzy. Dłonią mocno trzymała się jego ramienia, a
drugą rękę miała wysuniętą sztywno za niego, a od nadgarstka… Najpierw zszokowała
ją dwuznaczność całej sytuacji i pozy, w jakiej się znaleźli, bo po prostu do
niej jeszcze nie dotarło. Jednak, gdy przeniosła spojrzenie z jego
hipnotycznych, błękitnych oczu na swoja wyciągniętą rękę, z jej ust wyrwał się
okrzyk.
Jej
dłoń od nadgarstka tkwiła w ciele harpii. Dzięki impetowi, z jakim wyciągnęła
dłoń i szybkości, z jaką leciał potwór, przebiła ręką ptaszysko na wylot.
Daniel
złapał ją zanim się przewróciła i usadził na ziemi. Oddychała płytko i szybko,
w oczach jej ciemniało. Niezdarnie, zbyt szybko chwyciła ciało harpii, które
przecież było jej wielkości, próbując uwolnić dłoń. Szarpała ręką, lecz dopiero
za trzecim razem udało się jej wyswobodzić dłoń. Poczuła się jeszcze gorzej,
gdy ujrzała posokę i fragmenty żywej tkanki, czym była wymazana od czubków
palców aż po nadgarstek. Krew spływała w dół, plamiąc jej bluzkę.
-Spokojnie, spokojnie- mówił Daniel
uspokajająco- nie patrz na to. Weź kilka głębokich wdechów i spróbuj sobie
wyobrazić, że to nie twoja dłoń.
Mówił
zadziwiająco delikatnie i współczująco, co pozwoliło jej się uspokoić. Czuła,
jak chłopak ściera fragmenty potwora z jej ręki i była mu za to wdzięczna.
-Jesteś dzielna- powiedziała jedna z
zakapturzonych postaci, po czym zdjęła nakrycie głowy. Jej oczom ukazała się piękna
złotowłosa kobieta. W jej nieziemskich, tak jasnych oczach, że trudno było
określić ich barwę, malował się ogromny podziw.
-Rzadko się zdarza, by tak ludzka istota jak
ty zdecydowała się na takie wielkie poświęcenie- oznajmiła tym swoim dobrym
głosem.-W zamian za poświęcenie, jakiego dokonałaś, spełnię jedno twoje
życzenie.
Daniel
otworzył szeroko oczy.- Jesteś Opiekunką.
-Zgadza się- rzekła.- Wykazałeś się dzisiaj
zdumiewającym opanowaniem, gdy pomimo tak wielkiego niebezpieczeństwa, nie
przybrałeś swej prawdziwej postaci. Godna podziwu troska o dopiero poznaną
dziewczynę, zważywszy na twoje wcześniejsze reakcje.
-O co wam chodzi?- zdziwiła się Amelia.- Kim
jest ta Opiekunka? I o czym ona mówi?
-Jako Strażnicy roztaczamy opiekę nad
miejscami, osobami lub jakąś dziedziną- powiedział Daniel.- Jesteśmy
najpotężniejszymi istotami wśród magów, jednak Opiekunowie są jeszcze
potężniejsi. To oni powołują Strażników, dają im moc oraz określają cel, jaki
mają do wypełnienia.
-Chyba rozumiem- powiedziała- ale co miałaś na
myśli mówiąc, że Daniel wykazał się wielkim opanowaniem?
-Widzisz, moja droga…- westchnęła Opiekunka.-
Gdyby chciał, mógłby pokonać ich wszystkich w kilka sekund, jednak wtedy jego
natura wzięłaby nad nim górę. Sam mówił ci, że jest tak jakby jednym z
potworów, które was zaatakowały. Daniel, jako Strażnik, wykorzystuje magię
mroku i cierpienie innych istot. Gdyby wyzwolił je w sobie, stałby się
potworem, który niszczyłby i zabijał wszystko, co spotka na swojej drodze.
Bywało, że jego destruktywne zapędy powodowały unicestwienie wielu ludzi,
miast, a nawet udało mu się zniszczyć jedno z miejsc, które zostały utworzone w
drugim wymiarze. Nie widzę powodu, żeby nie zrobił tego tym razem, w tak
drastycznej sytuacji, gdy wrogów było aż tylu, a osoba do ochrony tylko jedna,
zwłaszcza, że wyzwalanie w sobie mocy sprawia mu ogromną przyjemność. Jednak
udało mu się opanować.
-Ten Daniel?- Amelii nie chciało się uwierzyć
w zasłyszaną historię.- On naprawdę coś takiego robił?
-Tak i w sytuacji skrajnego zagrożenia
zrobiłbym to ponownie- powiedział do niej.- Ale nie, kiedy w pobliżu jest ktoś,
kto mnie potrzebuje.
-Wiec, jakie jest twoje życzenie?- zapytała
Opiekunka.
-Szczerze powiedziawszy to… nie mam pojęcia-
mruknęła w zakłopotaniu.- Czy mogę je wypowiedzieć później?
-Tak. Wtedy wypowiedz głośno z całą swoją siłą
woli, czego pragniesz. A teraz żegnaj.
Cała
trójka w jednej chwili zniknęła. Amelia chwiejnie podniosła się na nogi.
-To co, możemy wracać do mojego domu?-
uśmiechnęła się do swojego towarzysza.
-Nie.
-Jak to?- zamarła w pół ruchu.
-Możesz już radzić sobie sama, raczej nie
planujesz odbywać żadnych niebezpiecznych wypraw ani walczyć z hordą potworów?
-Chyba nie…
-Więc, co teraz zrobisz?
-Myślę, że jak tylko wrócę do swojego świata
to udam się do Sebastiana i wyznam mu, co do niego czuję i powiem o moim
życzeniu.
-Czemu od razu nie staniesz się nieśmiertelna?
-Niby karty powiedziały, że on też mnie kocha,
ale… co jeśli to nie jest tak, jak ja sobie wyobrażam? Nie chcę skończyć jak Salem.
-Widzę, że zmądrzałaś- na jego twarzy pojawił
się szczery uśmiech.- Nim się rozstaniemy, dam ci kilka rad.
-Chętnie przyjmę je od ciebie. Tyle dla mnie
zrobiłeś… dziękuję ci za to wszystko.
-Więc teraz uważnie słuchaj. Jak tylko
staniesz po drugiej stronie portalu, który otworzę, idź do Sebastiana i zapytaj
co naprawdę do ciebie czuje. Potem, jeśli będziesz czuła się bezpiecznie,
opowiedz mu wszystko- no, może nie wyjawiaj mu mojego imienia ani mocy, więc w
tej sprawie po prostu skłam- a potem…
-Czemu mam mu o tobie nie mówić?- zdziwiła
się.
-Wiesz, głupio by było gdybym kiedyś zrobił
sobie w nim wroga i o nim zapomniał, lub znał pod innym imieniem. No, ale co
dalej. Staraj się trzymać blisko niego i nie pokazywać Salem, żeby jak
najdłużej myślała, ze jesteś w drugim wymiarze. Już wkrótce wykształcą się w
tobie instynkty bojowe i walka będzie dla ciebie chlebem codziennym, więc
będziesz potrafiła się przed nią obronić. Potem radzę skrycie opuścić wasze
miasto i przeprowadzić się w miejsce, w którym was nie znajdzie, najlepiej do
drugiego wymiaru.
-Jej, ty naprawdę o wszystkim myślisz- uśmiechnęła
się- dziękuję ci za to.
-Aha, no i jeszcze jedna sprawa. Jeśli
chciałabyś się czasem ze mną spotkać… po prostu przywołaj mnie myślami,
postaram się przybyć najszybciej, jak tylko będę mógł.
-A teraz wyczaruję portal, przez który wrócisz
do swojego domu. Gotowa?
Ochoczo
skinęła głową.
-No to pa!- wokół niej pojawił się czarny
dym.- Uważaj na Salem!
Czarny
dym spowił ją niczym czarny welon, po czym rozwiał się, ukazując jedynie
pustkę.
-Zaraz, to imię… Salem… coś mi przypomina-
przyłożył dłoń do skroni, próbując przywołać wspomnienie zapomnianej rozmowy.-
Chyba dostałem w głowę o raz za dużo, będę musiał zapytać kogoś o to. O
Sebastiana zresztą też zapytam.
Amelia
miękko stanęła na ziemi, przy znajomym przystanku autobusowym. Rozejrzała się
wokół siebie, trochę, by zlokalizować miejsce, w którym się znalazła, lecz
trochę też zdumiona zwyczajnością otaczającego ją świata. Panowała głęboka noc,
no tak, przecież to wszystko wydarzyło się tego jednego dnia i nocy. Miała
wrażenie, jakby minął conajmniej tydzień, podczas gdy jeszcze w ten wieczór
stała na tym samym przystanku.
Przypomniała sobie radę Daniela, by bez zwłoki
udać się do Sebastiana. Było zbyt późno, by mogła złapać busa, zresztą
pieniądze miała w kieszeni płaszcza, a przecież go zdjęła i powiesiła na
wieszaku w domu Salem… Przyszło jej do głowy inne, o wiele bardziej wygodne
rozwiązanie. Poruszyła skrzydłami na plecach. Skrzydła są po to, by na nich
latać, prawda? A jej już się do tego nadawały, pamiętała jak cudownie poruszały
się na polanie, tuż przed tym jak załatwiła tamtą harpię. Wystarczy tylko je
wyprostować, tak jak teraz, złapać zimne, nocne prądy powietrza jak robiła
teraz, oraz zamachnąć się potężnie… i już leciała.
Doskonale
wiedziała, gdzie mieszka Łukasz Drozd, choć wolałaby nie wiedzieć. Wtedy
mogłaby szukać jego domu wśród setek innych, a ten cudowny lot mógłby trwać
dłużej. Ale już wypatrzyła czarny dach domu, w którym mieszkał, już siedziała
na parapecie okna do jego pokoju… Kiedyś w klasie nauczyciel podzielił uczniów
na grupy i każda miała do wykonania inny projekt. W tym czasie znała Sebastiana
jedynie z widzenia i nie była w nim zakochana, można by powiedzieć, że była w
nim tylko troszkę zadurzona jak zresztą wszystko dziewczyny, które go znały.
Był niesamowicie przystojny i sama wtedy przyznawała, że jej uczucie do niego
to tylko głupota. Jednak znaleźli się w tej samej grupie, a projekt robili w
jego domu. Powiedział, że jego rodziców nie ma domu i nie będą nikomu
przeszkadzać. Wtedy go lepiej poznała, a zwykłe zadurzenie przerodziło się w
głęboką miłość.
Przeniósł się do jej liceum z innego miasta,
nikt go wcześniej nigdy nie widział. Zapewne co kilka lat zmieniał szkołę i
nazwisko, żeby się go nikt nie czepiał ani jego młodego wyglądu. Jego rodziców
rzekomo nigdy nie było w domu, ale mieszkał z pełnoletnim starszym bratem, ale
zapewne nie miał rodziców ani brata, ale kogoś, kto mógłby się pod nich
podszywać- tak.
Delikatnie
zastukała w okno, po czym zdała sobie sprawę, że nie było żadnego powodu, czemu
nie mogłaby wejść normalnie, drzwiami. Jednak było już za późno, światło w
pokoju się zapaliło i ktoś zaczął iść w stronę okna. Skrzydła delikatnie
wsunęły jej się pod skórę, gdy tylko pomyślała, żeby je złożyć. Nie wyróżniała
się teraz wyglądem od przeciętnego człowieka.
Zasłona
odsunęła się, a ona spojrzała w zaskoczoną twarz Sebastiana.
-Amelia? Co ty robisz na tym parapecie?-
dobiegł ją jego przytłumiony głos zza szyby.
Zarumieniła
się. Nie przemyślała, w jaki sposób ma, jak to powiedział Daniel,, wyznać mu
miłość’’. Z przestrachem pomyślała, że może wziąć ją za wariatkę.
-Ja… nie wiem, jak by ci to wyjaśnić- zaczęła
się jąkać.
-Czyli sama nie wiesz, w jaki sposób znalazłaś
się grubo po północy za moim oknem, kucając na parapecie i dobijając mi się do
okna?- zapytał z półuśmiechem, otwierając okno.- Wchodź, jest zimno, a ja
liczę, że jednak wyjawisz mi, czemu do mnie przyszłaś.
-Dzięki- uśmiechnęła się z ulgą i weszła do
środka.
-Usiądź- wskazał jej krzesło, a sam usadowił
się na łóżku.- Czy teraz możesz mi wytłumaczyć tą całą sytuację?
-Tak. Bo ja…- szukała odpowiednich słów, lecz
nie przychodziło jej nic sensownego do głowy.- Dobra, chciałam ci to powiedzieć
najbardziej zrozumiale jak się da, ale nie potrafię.
-Co chcesz mi powiedzieć?- pochylił się do
przodu, a jej serce zaczęło szybciej bić.
-Kochamcię- wyrzuciła z siebie.
Zapadła
cisza. Jego szmaragdowe oczy wpatrywały się w nią, a ona powoli zaczynała czuć
się głupio.
-Mogłabyś to powiedzieć jeszcze raz?
-Uch… kocham cię.
-Powiedziałaś to tak cicho, że nie
dosłyszałem, możesz powtórzyć jeszcze raz?
Dłonią
zakrywał usta, więc dopiero, gdy zobaczyła figlarne błyski w jego oczach
zrozumiała, że się z niej śmieje.
-Nie będę powtarzać w nieskończoność!- zerwała
się z krzesła i chwyciła poduszkę leżącą najbliżej niej, po czym walnęła nią
Sebastiana w głowę, powalając na plecy. Wyraz jego oczu, gdy to zrobiła,
usatysfakcjonował ją w zupełności. Te wielkie, zaskoczone zielone oczy. A niech
go! i walnęła jeszcze raz.
-Kocham cię! Rozumiesz?
-Tak- jęknął- tylko już tak nie rób, dobra? Ja
też cię kocham.
-No- uśmiechnęła się z zadowoleniem, lecz
zaraz jej twarz pokrył rumieniec.- Zaraz, co ty właśnie powiedziałeś?
-Że też cię kocham- westchnął, przeczesując
potargane włosy i unikając jej spojrzenia- choć nie powinienem ci tego mówić,
bo to…
Nie
dała mu dokończyć, bo zamknęła mu usta pocałunkiem. Już rozumiała, co znaczy
osiągnąć pełnię szczęścia. Odsunęła się, by zaczerpnąć oddech. Policzki ją
paliły, a ręce trochę drżały, lecz czuła się tak wspaniale, jak nigdy.
-Ale…- znów spróbował coś powiedzieć, jednak
ponownie go pocałowała. Oddał pocałunek równie gorąco, co ona. Kiedy zabrakło
jej oddechu po prostu się do niego mocno przytuliła. Sama nie wiedziała, kiedy
znalazła się na jego kolanach. Jego ręce mocno ją obejmowały, a ona wtuliła
twarz w jego szyję.
Niechętnie odsunął ją od siebie.
-Kocham cię, naprawdę- powiedział- ale nie
mogę z tobą być. Nie wiem, czy od razu mi uwierzysz, ale nie jestem do końca
człowiekiem i tak naprawdę nazywam się Sebastian.
-Wiem- szepnęła.- Wiem, ze jesteś Strażnikiem,
i że nie możemy ze sobą być, bo ty jesteś nieśmiertelny, a ja nie i nie chcesz
mnie ranić. Wiem o tym.
-Skąd?- zapytał zdumiony.
-Cóż, zaczęło się od tego, ze nie przyszedłeś
na nasze umówione spotkanie, a ja na ciebie czekałam…
Wtedy
Amelia opowiedziała mu całą historię, przemilczając jedynie to, że chłopak,
który jej pomógł, nazywał się Daniel i był Strażnikiem. Kiedy skończyła
opowieść, Sebastian nic nie mówił.
-Rozumiesz? W każdej chwili mogę wypowiedzieć
życzenie i stać się nieśmiertelna, możemy żyć razem już na zawsze!- powiedziała
z radością.
-Tak…- coś w jego głosie ją zaniepokoiło, był
taki jednostajny.- To naprawdę wspaniale.
Amelia
odsunęła się od niego. Czuła się jak Czerwony Kapturek, który zaczął się
zastanawiać, czy z jego babcia wszystko w porządku. Sebastian siedział ze
spuszczoną głową, jakby nad czymś myślał i nawet się nie poruszył, gdy Amelia
odsuwała się od niego.
-Hej, wszystko w porządku?- zapytała
niepewnie, jednak pomimo niepokoju nie odważyła się podejść bliżej.
-W jak najlepszym!- jego głos pełen był
dzikiej, egoistycznej wesołości. Podniósł głowę i spojrzał prosto w jej oczy:-
Nie może być lepiej!
-A…aaaa…aaaaaaaaaaaa!!!- Amelia zaczęła
krzyczeć. Osoba, która przed nią siedziała nie mogła być jej Sebastianem. Te
upiorne, całkiem czarne oczy nie należały do niego. Amelia skuliła się w jak
najdalszym kącie pokoju.-Ty nie jesteś nim, nie jesteś nim, nie możesz być nim!
Podniosła
głowę i odważyła się spojrzeć w jego upiorną, spokojną twarz. Nie wyrażała
żadnych emocji, zupełnie jak twarz lalki.
-Oddaj mi je.
-Co? O co ci chodzi?- zapytała słabym głosem.
-Życzenie.
-Jak…- pojęła, o co mu chodzi- chcesz, żebym
wypowiedziała twoje życzenie?
-Tak. Wtedy będę mógł być z moją panią już na
zawsze- na jego ustach zagościł upiorny uśmiech.
-Jaką…- wtedy zobaczyła Salem, powoli
wyłaniająca się z cienia za nim.-Coś ty mu zrobiła?!
-No no no, znowu się spotykamy- powiedziała
wiedźma. Była teraz w swojej piękniejszej, młodszej postaci.- Miałam nadzieję
więcej nie ujrzeć cię na oczy. Myślałam, ze zginęłaś pożarta przez jakiegoś
potwora.
W
głowie Amelii zaświtała nagle pewna myśl. Wykrzyknęła tak głośno jak tylko
mogła:
-Życzę sobie, aby!…- lecz głos uwiązł jej w
gardle. Momentalnie straciła zdolność mówienia.
-Nieładnie- wiedźma odezwała się jej głosem.-
Chciałaś zmarnować moje życzenie? Za karę zostaniesz pozbawiona głosu, oddam ci
go tylko po to, byś wypowiedziała życzenie, jakie JA chcę usłyszeć.
-Chodźmy- Sebastian wstał, nadal z tym
upiornym wyrazem twarzy.-Znam świetne miejsce, gdzie możemy wydusić z niej to
życzenie.
Znaleźli
się w środku mrocznego lasu, lecz Amelia w jakiś sposób wyczuwała, że nie był
to las drugiego wymiaru. To też pozbawiło ją nadziei na ratunek. Salem zmusiła
jej ciało do marszu, choć dziewczyna w żadnym wypadku nie chciała nigdzie iść.
Co, jeśli w podobny sposób włoży jej w usta słowa, które zgodnie z jej wolą
wypowie? Jednak nie to ją najbardziej przerażało. Bała się tego, co zrobią po
tym, jak Salem zyska wieczną młodość i piękno. Ta myśl nie dawała jej spokoju.
Wątpiła, żeby zabili ją od razu, gdy straci dla Salem wszelką przydatność,
zdawała sobie sprawę jak bardzo wiedźma jej nienawidziła. Co, jeśli zostawi ją
przy życiu i karze patrzeć? Od tych myśli chciało się jej wymiotować.
Czemu
Sebastian się tak zachowywał? Czemu, skoro ją kochał, chciał żyć u boku Salem?
Czemu nie zapytała, jakim był Strażnikiem? Tyle pytań.
Nagle
wyrosły przed nimi ruiny zamku. Nie wyglądały na zwykłe ruiny zamku, który
kiedyś został wybudowany i zburzony, raczej jak coś… nie z tego świata. Kto
wie? Może pochodziły z drugiego wymiaru? Może były w jednym z miast, które
Daniel zniszczył w amoku? Daniel… Zatęskniła za nim. Był dla niej prawdziwym
przyjacielem, kimś, kogo u zwykłych ludzi próżno szukać. Tyle jej pomógł,
zaprowadził do wróżbity, chciał zaprowadzić do miasta, obronił ją przed
potworami, a ona uratowała mu życie. Te wydarzenia stworzyły jakąś więź między
nimi, rodzaj zrozumienia… Tak bardzo pragnęła, by znalazł się przy niej i ją
uratował, a potem żeby wytłumaczył jej, co się stało Sebastianowi…
Nie.
Musi nauczyć się działać sama, nie może liczyć
na niemożliwą pomoc. Każdy wybór, jakiego dokona będzie jej własnym i to ona
będzie odpowiadać za jego następstwa.
Salem
założyła zimny żelazny kaganiec na jej szyję, połączony łańcuchem z kamiennym
murem, a dłonie i nogi spętała łańcuchami.
-Teraz wypowiedz moje życzenie- rzekła Salem
hipnotycznym tonem, a Amelia poczuła, ze wraca jej głos.
-Nie ma mowy!- wykrzyknęła z uporem. Nie podda
się.
-Jak to nie?- wiedźma zdziwiła się.-Powinnaś
być pod wpływem moich czarów, jak to możliwe, że na ciebie nie działają?
-A skąd niby mam wiedzieć?- zezłościła się.
-Musi wypowiedzieć życzenie z własnej woli-
powiedział Sebastian bezosobowym głosem.
- To życzenie to dar od samej Opiekunki, żadne
czary nie zmuszą jej do wypowiedzenia słów, których z głębi duszy nie chce
powiedzieć.
-To komplikuje całą sprawę- Salem odsunęła się
od Amelii.- Ale w końcu tu waży się moje szczęście, więc nie mam nic do
stracenia.
Pchnęła
Sebastiana na drzewo i błyskawicznym ruchem przystawiła sztylet do jego twarzy.
-Przestań!- wykrzyknęła Amelia.
-Salem?- w jego głosie zabrzmiało zdumienie.-
Co ty robisz?
-Jak sądzisz, Amelio, czy nasz drogi Sebastian
da sobie radę bez jednego oka? Bo ja uważam, że wystarczy mu tylko jedno do
patrzenia na mnie- powiedziała kokieteryjnie.
Amelia cały ten
czas zastanawiała się, kto w tej historii jest tym złym- ona czy Salem?
Sebastian dawno temu rozkochał w sobie Salem i Amelia doskonale rozumiała,
czemu ta postanowiła oddać swoje człowieczeństwo, by żyć u jego boku.
Zdecydowała się na tak wielkie poświęcenie… by usłyszeć, że zrobiła to na
darmo. Że jej nie kocha. Jak ona czułaby się na jej miejscu? Czy gdyby w
przyszłości spotkała inną dziewczynę, w której Sebastian mógłby się zakochać,
czy nie zżerałaby jej zazdrość i zawiść? Czy nie chciałaby się jej pozbyć? Czy
nie stałaby się drugą Salem?
Te przemyślenia kłębiły się w niej i sprawiały,
że czuła się winna i w jakiś sposób poddała się swemu przeznaczeniu. Jednak
teraz zadała sobie pytanie, czy będąc w tak ogromnej desperacji posunęłaby się
do skrzywdzenia swojego ukochanego?
Nie.
Nigdy by tego nie zrobiła. Dlatego nie była Salem, była od niej lepsza.
-Mogę mu je wydłubać?- zapytała wiedźma.- Czy
jednak będziesz grzeczną dziewczynką?
-Nie, nie wierzę, że mogłabyś mu to zrobić-
powiedziała Amelia słabym głosem.
-Doprawdy?- zaśmiała się.- To se popatrz!
I
wbiła ostrze sztyletu prosto w jego lewe oko. Amelia głęboko wciągnęła
powietrze. Z ust Sebastiana wyrwał się jęk.
-Nadal nie wierzysz?- i przekręciła sztylet w
jego oku.
-Moje…moje oko- jęczał Sebastian, zwijając się
z bólu.- Salem…czemu?
-Och, od tego zależy moje szczęście.
Amelia
nie mogła oddychać z przerażenia. Widok cierpiącego Sebastiana sprawiał, że
łamało się jej serce.
-Przestań!- wykrzyknęła.- Zrobię to, obiecuję,
że zrobię! Tylko nie krzywdź go już, proszę… błagam…
Salem
wyjęła sztylet z pustego oczodołu i oblizała zakrwawioną gałkę oczną, którą
teraz trzymała w ręku.
-Czyli jednak możemy się dogadać, co?
To
był jej wybór, to przez nią Sebastian teraz cierpiał. Nie mogła mu sprawić
więcej bólu nawet, mimo, że mógł być osobą, której zupełnie nie znała.
Starała się nie patrzeć w jego stronę, lecz
słyszała jego jęki i urywany oddech.
-Czego pragniesz?- zapytała złamana.
-Czego? Ha! Chcę być naprawdę nieśmiertelna i
wiecznie młoda i piękna!
-Dobrze…
-Tylko nie próbuj żadnych sztuczek- przysunęła
się do Sebastiana, a Amelii ścierpło serce- bo na jego ustach zawita wieczny
uśmiech.
To
mówiąc włożyła sztylet do jego ust.
-Nie musisz się o to martwić, nie wyrządzę mu
już większej krzywdy- odparła z goryczą.
-Życzę sobie, aby Salem była już zaw…- lecz
wtedy poczuła, jak coś długiego i ostrego przeszywa jej ramię na wylot. Ból
odebrał jej dech w piersiach.
-Dawnośmy się nie widzieli, prawda, moja droga
Salem?- ten głos. Poczuła falę nadziei, która zgasła tak szybko jak się
pojawiła.
-Hades?- Salem zamrugała ze zdumienia.
-Tęskniłem za tobą- powiedział Daniel,
wyciągając miecz z ramienia Amelii. Wyszedł na polanę, a światło księżyca
oświetliło jego czarne włosy i lodowate oczy.-Używałaś, podobnie jak ja wtedy,
innego imienia, nieprawdaż? Anastazjo?
Sebastian
uniósł głowę, a jego oko zwęziło się, gdy ujrzał nowoprzybyłego.
-Ty…- wciągnął gwałtownie powietrze.
-Miło było powalczyć o rękę naszej drogiej
Salem, nieprawdaż?- Daniel uśmiechnął się.
-Ale wybrała ciebie zamiast mnie, co mnie
naprawdę baaardzo wkurza.
-O czym ty mówisz?- zapytała Amelia. Ból
niemal całkowicie przyćmił jej umysł.
-A, ty- prychnął.- Wiesz, nawet mi nie
przeszkadza twoja obecność. Ty możesz wziąć sobie jednookiego, a ja wrócę do
mojej ukochanej Salem.
-Jak to- ukochanej?- nie mogła uwierzyć
własnym uszom.
-To było dawno temu- westchnął.- Już zdążyłem
o tym zapomnieć. Dawno temu rywalizowałem z innym Strażnikiem o rękę pewnej
pięknej panny, a nazywała się ona Salem. Jednak wybrała Sebastiana zamiast
mnie, co nieco mnie zirytowało. Jednak potem, co zirytowało mnie jeszcze
bardziej, skurczybyk ukrył się z nią w świecie ludzi. Więcej już jej nie
widziałem, jednak dobiegły mnie potem słuchy, że mój rywal został przeklęty. I
w końcu, właśnie dzięki tobie!, udało mi się ich odnaleźć,
Amelia
nie wiedziała czy się cieszyć, czy płakać. Miała jednak przeczucie, że to
wszystko nie skończy się dla niej dobrze.
-Salem, proszę, wróć do mnie- wyszeptał do
niej.- Nie potrzebujemy jej bzdurnego życzenia, sam mogę je spełnić. Wystarczy
tylko poświęcić jej życie- skinął głową w stronę Amelii- a zyskasz wszystko,
czego pragniesz. Bo przecież to mnie kochasz, prawda?
-Ale Sebastian…- zaczęła, lecz Daniel nie dał
jej dokończyć.
-On mnie nie obchodzi- i nawet nie spojrzawszy
w jego stronę, przeszył jego ciało mieczem.
Czas
się zatrzymał dla Amelii. Patrzyła, jak bezwładne ciało jej ukochanego powoli
osuwa się na ziemię, jak ziemia wokół niego zabarwia się karmazynem, szkarłatne
rozkwitające kwiaty. Nie wiedzieć czemu łzy nie chciały płynąć i jedynie czuła
dziwne odrętwienie i pustkę wewnątrz siebie.
-Już go nie ma, prawda?- Daniel zaśmiał się
lekko.- Możesz wybrać tylko mnie.
Ciało
Amelii zaczęło wypełniać jakieś gorące, płonące uczucie. Rozpalało ją do trzonu
jej jestestwa i doprowadzało do amoku.
Nienawiść.
-To co, mogę już ją zabić?- wskazał za siebie,
na odrętwiałą Amelię.
Nienawidziła
go.
-To stało się zbyt szybko…nie wiem- szepnęła
zszokowana Salem.- Sebastian…on naprawdę nie żyje?
-Martwy już bardziej być nie może- westchnął
teatralnie.- Ale jeśli potrzebujesz zapewnienia…
Wyciągnął
miecz z ciała Sebastiana i z szaleńczym śmiechem przebił go jeszcze raz. I
jeszcze raz. I jeszcze. Wyglądał jak ktoś, kto naprawdę cieszy się z tego, co
robi.
Tak
bardzo nienawidziła go.
W końcu przestał dźgać jego ciało i rzucił
miecz obok. Teraz z kolei zaczął kopać zwłoki.
Tak,
z pewnością nigdy mu nie wybaczy. Zemści się, chodźmy była to ostatnia rzecz,
jaką zrobi w życiu.
W
jednej chwili krępujące ją łańcuchy zniknęły. Powoli podniosła się i złapała za
skaleczone ramię. Następnie, pomimo bólu, zaczęła iść w stronę Daniela. W
stronę miecza, tak niedbale rzuconego w jej stronę.
-Dobra, teraz możemy zabić tę smar…-
szkarłatna klinga miecza wyłoniła się z miejsca, w którym powinien mieć serce.
-Boli? Mam nadzieję, że tak- powiedziała
obojętnym głosem i przekręciła ostrze w jego ciele.- Miałam cię za przyjaciela,
myślałam, że chcesz mi pomóc… Jak mogłeś mnie tak perfidnie zdradzić, co? Jak
mogłeś?! Myślałam, że mogę na ciebie liczyć! Co ty na to? Co?
Milczał.
-Czemu nie udzielisz mi odpowiedzi?-
dociekała. Szok na twarzy Salem wzbudził w niej dziką radość, lecz jego
przedłużające milczenie denerwowało ją.- Gadaj!
-Nie mogę.
-Niby czemu nie możesz?
-Bo nie potrafię.
-Salem!- odwróciła się, słysząc ten głos. Z
mroku drzew wyłonił się… drugi Daniel.
-Co tu się dzieje?- w głosie wiedźmy
zabrzmiała panika.
-Stworzyłem sobie drugie ciało i przeniosłem
się w nie, gdy Amelia przebiła mnie mieczem.
A teraz chodź ze mną, ta dziewczyna już się
nam nie przyda, znajdziemy sobie inną ofiarę.
-Czemu już się nam nie przyda?- zapytała
wiedźma.- Przecież przed chwilą jeszcze mówiłeś, że w zamian za jej życie
możesz spełnić życzenie.
-Cóż…nie, kiedy zabiła kogoś. Dusza musi być
czysta.
-Ach… Tylko najpierw ją zwiążę, żeby nie
ruszyła naszym śladem.
-Byle szybko.
I
tak Amelia tkwiła przywiązana do muru w towarzystwie jedynie dwóch trupów.
Zastanawiała się nad słowami Daniela. Nie miała pojęcia, jak Salem mogła kupić taką
bzdurę i zupełnie nie wiedziała, co się dzieje, ale cieszyła się, że jest w
miarę bezpieczna.
-Słuchaj, wiem, że mnie nienawidzisz i tak
dalej, bo zabiłem twojego chłopaka…- odezwały się zwłoki Daniela- ale mam do
ciebie małą prośbę. Możesz nie…
-Aaaaaaaaaaaa!- zaczęła krzyczeć.
-…krzyczeć?
Zamilkła,
zdając sobie sprawę jak głupio się zachowała.
-Czemu z powrotem przeniosłeś się w to ciało?
I to w ogóle możliwe, skoro jest martwe?
-Heh, nie do końca- usiadł i strzelił
kostkami.- Po pierwsze: wcale nie jest martwe. Po drugie: Daniela nigdy tu nie
było.
-To kim ty jesteś?
Cisza.
Słychać było jedynie strzelanie jego kości, gdy się podnosił.
-I kim jest Daniel? Kim w ogóle obaj
jesteście?
-To skomplikowana relacja, nie powiem.
-Wybacz, że zadam takie głupie pytanie, ale
zamierzasz zrobić mi coś złego?
-Nie, nie zamierzam. A, i sorry za tamto- no
wiesz, ramię.
-Ot tak przepraszasz?- narastała w niej
wściekłość.- Więc po co w ogóle to zrobiłeś? To nie jest jak złamanie lizaka,
kiedy wystarczy tylko powiedzieć,, przepraszam’’.
-Ta, no wiem, ale musiałem- westchnął.- A ty
musiałaś tak kręcić we mnie tym mieczem? Ja starałem się być jak najbardziej
delikatny i nie uszkodzić ci nic ważnego! A tu proszę: serce, płuca, tętnica i…
nawet nie mam pojęcia jak to się nazywa. Nie spodziewałem się po tobie takiej
brutalności!
-Więc jakim cudem chodzisz? Jak możesz żyć,
skoro przebiłam ci najważniejsze organy?
-E?- zdziwiło go to pytanie.- Mnie nie tak
łatwo zabić. Podobnie jak wiedźmę- i to zombie. Jedyny sposób to wyrwać jej
serce z piersi i spalić ciało. I to zakładał od początku nasz plan, ja bym
wyciachał serducho, a Daniel podpalił od tyłu i byłoby po problemie! Ale ty
musiałaś wcisnąć swoje trzy grosze…
-Nie mogłam pozwolić na taką profanację
zwłok!- wykrzyknęła.
-Słuchaj, nie mam czasu na pogaduszki. Muszę
lecieć i szukać po krzunach Daniela, a to się może zejść. Ech, po tym wszystkim
kurtka będzie do wyrzucenia…
Zwiesił
głowę, przygnębiony tą myślą.
-Zabierz mnie ze sobą!- powiedziała.- Uwolnij
mnie!
-Nie mogę, ty musisz zostać z nim- wskazał
gdzieś, gdzie powinno leżeć ciało Sebastiana.- Kiedy się obudzi będzie
wściekły, zwłaszcza, że Salem go teraz nie kontroluje. Jakby wiedziała, co to
znaczy zabić Strażnika!
-Ja doskonale wiem- rozległ się chłodny głos
Sebastiana. Sobowtór Daniela powoli się odwrócił, skupiając wzrok na ostrzu
katany, przytkniętym do jego szyi.
-No proszę, też mamy miecz- powiedział
spokojnie.
-Sebastian!- radość wypełniła jej serce, czuła
się jakby wróciła do życia.- Ty żyjesz!
-Natychmiast ją uwolnij- powiedział tym samym
głosem.
-Już się robi- westchnął niby-Daniel.
Pstryknął palcami i łańcuchy opadły.
-Nic ci nie jest?- zapytał z troską Sebastian.
-W miarę w porządku- dotknęła obolałego
ramienia.- Nie licząc tego…
-Jeszcze się za to zemszczę. A teraz, ty-
dźgnął niby-Daniela w szyję czubkiem miecza- zaprowadzisz nas do tej wiedźmy.
-To nie jest najlepszy pomysł- uśmiechnął się
złowieszczo.- Ona w każdej chwili może przejąć twoje ciało. Dlatego się tu
znaleźliśmy.
-Wiem. Ale tym razem nie pójdzie jej tak
łatwo.
-Hej
wszystkim!- zawołał radośnie Eryk, wychodząc spomiędzy drzew, a za nim
Sebastian, trzymając klingę miecza na jego szyi. Danielowi zrobiło się źle. Czy
ten idiota nie mógł dopilnować, aby wszyscy zostali tam, gdzie polegli? I tak
było wystarczająco źle, gdy Amelia rzuciła się na Eryka z mieczem i on musiał
interweniować. Gdyby nie to, wszystko poszłoby gładko.
Gorączkowo zastanawiał się z Erykiem nad jakąś
wymówką.,, Ja się tym zajmę’’ powiedział.
-Salem, uważaj, to oszust!- wykrzyknął Eryk,
wskazując na Daniela. Naprawdę. Nie mógł wymyślić czegoś lepszego?
-Przecież wy nie żyjecie- zdziwiła się Salem i
zwróciła się w stronę Daniela.- Czuję się oszukana.
-On nie jest prawdziwym mną, to ja jestem
Hades!- kontynuował Eryk, nadal tkwiąc na muszce Sebastiana, którego idiotyzm
całej sytuacji najwyraźniej pozbawił władzy nad ciałem.
-Był w zmowie z Amelią, by zabić mnie i zająć
moje miejsce u twego boku.
Kłamstwo
powoli nabierało kolorów.
-Powiedzmy, że ci wierzę- pstryknęła palcami i
uwięziła Daniela w magicznym okręgu.,,Wspaniale!’’, posłał Erykowi myśl pełną
wściekłości i przekleństw. Gdyby teraz mieli kłopoty on nie mógł nawet ruszyć
palcem.
-Tylko wiesz…- wiedźma podeszła do Eryka.-
Mimo wszystko nadal wolę Sebastiana.
W
jednej sekundzie nałożyła na niego zaklęcie unieruchamiające. Niedobrze.
-Ty też mnie kochasz, prawda?- zwróciła się z
uśmiechem do Sebastiana, a Daniel dostrzegł aurę jej zaklęcia, gdy spróbowała
przejąć jego ciało. Nie, nie przejąć…
,,To klątwa’’ powiedział w myślach do Eryka.
,,Myślałem, że tylko przejmowała jego ciało’’
odparł Eryk.
,,Najwyraźniej wykorzystuje do tego zaklęcie’’.
,,Wiesz, myślę sobie… a może to ta klątwa jest
powodem, dla którego wygnano go z drugiego wymiaru?’’.
,,Możesz mieć rację. A to znaczy, ze cała
sytuacja jest jeszcze gorsza niż myśleliśmy. Teraz naszym priorytetem nie jest
pomoc Amelii. Teraz musimy uratować innego Strażnika’’.
,,A plan masz?’’ w jego myślach wyczuł
sarkazm.,, Bo ja tylko Amelię, siedzącą na drzewie’’.
,,Może mogłaby nas uwolnić?’’.
,,,Postaram się zwrócić na siebie jej uwagę
tak, żeby wiedźma nie dowiedziała się o jej obecności’’.
Cała
ta konwersacja trwała tylko kilka sekund.
-Nie… nie dam się opętać tym razem- widać
było, jak Sebastian walczy z klątwą. Amelia nie mogła na to patrzeć, ale
musiała obserwować całą sytuację, by,, w razie kłopotów pomóc im’’ jak
niby-Daniel szepnął jej do ucha. Jakby mogła cokolwiek pomóc.
-Nic ci z tego nie przyjdzie!- wykrzyknął
Daniel. W jakiś sposób potrafiła ich rozróżnić.
-No właśnie- dodał ten drugi.- Nie spełnimy
już dla ciebie żadnego życzenia, a dziewczyny też nie masz!
Właśnie,
życzenie! Może go użyć! Ale…do czego tak właściwie? Spróbowała wymyślić coś,
lecz nic nie przychodziło jej do głowy.
-Zrobienie tego teraz, byłoby marnotrawstwem-
przez chwilę miała wrażenie, jakby niby-Daniel zwracał się prosto do niej, lecz
jego oczy były utkwione w Salem. Zrozumiała, że mimo wszystko, on rzeczywiście
zwracał się do niej.
-Co masz na myśli?- zapytała Salem.
- Możesz puścić go wolno i wtedy pewnie Amelia
się z nim spotka. To najszybszy sposób na odnalezienie jej. Sama pomyśl… jeden
ruch i sytuacja obróci się na twoją korzyść.
No
właśnie, gdyby tylko zdołała go uwolnić… Zaczęła się przesuwać w stronę
Daniela, a wiedźma podeszła do niby-Daniela jeszcze bliżej.
-Nic prostszego, po prostu rób, co mówię-
kontynuował a Amelia cicho zeskoczyła z drzewa.- Podejdź do niego i jedynie go
uwolnij. Tylko tyle. Sam będzie wiedział, co robić.
-Po co mi to mówisz?- zapytała Salem.
-Tobie? A kto powiedział, że mówię do ciebie?-
zaśmiał się w chwili gdy dłoń Daniela przebiła jej ciało na wylot, trzymając
serce z drugiej strony. Wiedźma wzięła chrapliwy oddech i kaszlnęła krwią,
która poleciała w stronę okręgu, który więził niby-Daniela. Wystarczyło tylko
tych kilka kropel, podobnie jak lekkie zatarcie stopą granicy, jak to zrobiła
Amelia, by go uwolnić.
-A, i jeszcze jedno- powiedział, podchodząc do
Salem i kładąc rękę na jej ramieniu.- Mogłabyś przestać nazywać mnie
niby-Danielem? Nie jestem jego żadnym klonem.
Patrzył
prosto w stronę Amelii, gdy z jego ręki buchnęły płomienie, w jednej chwili
obracając wiedźmę w proch.
-Czytasz moje myśli?- zapytała zaskoczona
Amelia.
-Nadajesz tak głośno, ze nie da się ich nie
słyszeć- wytarł dłoń o dżinsy i założył ręce na piersi.- Wystarczy mi tylko,,
Eryk’’.
-Nie mamy czasu na gadanie, on potrzebuje
pomocy- powiedział Daniel, klęcząc przy bezwładnym ciele Sebastiana. Amelia
natychmiast podeszła do niego i opadła przy jego boku.
-To działanie klątwy, którą dawno temu rzuciła
na niego Salem. Dzięki niej mogła w każdej chwili kontrolować jego ciało,
jednak teraz, gdy już jej nie ma, klątwa pożera jego moc. Gdy skończy, stanie
się zwykłym śmiertelnikiem i umrze.
-Tu nie pomoże nawet nasz dar uzdrawiania-
rzekł zmartwiony Eryk.- A nie mamy czasu.
-Życzenie…nadal mogę je
wypowiedzieć-powiedziała cicho.
-Dla niego? Błagam cię- zaśmiał się Eryk.-
Przecież jak umrze to już nie będziesz w nim zakochana, będziesz wolna i
szczęśliwa, a życzenie przepuścisz na mnóstwo kasy i jakieś fajowe moce.
-Wiesz co?- zagadał Daniel grobowym głosem.-
Czasem naprawdę mam ochotę cię zabić.
-Zrobię to- powiedziała Amelia zdecydowanie.-
Życzę sobie, aby klątwa, która zabija Sebastiana została zdjęta i żeby zniknęły
wszystkie jej skutki!
Pojedyncza
łza spłynęła po jej policzku. Nagle poczuła słodki, miodowy zapach i wokół
Sebastiana uniósł się złoty pył, który wdarł się pod jego powieki i zniknął.
Eryk obserwował to z narastającym zdumieniem.
-Ty to wybrałaś sobie niezłego skilla-
westchnął.- Zdejmowanie klątw, ech… Przyda mi się taka znajoma.
Sebastian
zamrugał i otworzył swoje jedno oko. Amelia ze łzami radości rzuciła mu się na
szyję, a on objął ją ciepło.
-Twoje życzenie…- powiedział.- Uratowałaś
mnie. Dziękuję ci za to, ale…już nie możesz być nieśmiertelna.
-To nic- powiedziała z radością.- Karty
wywróżyły mi, że mam szukać pomocy u istot ciemności, znajdę sposób.
-Ekhm.
Spojrzeli
na Daniela i Eryka. Sebastian wciągnął gwałtownie powietrze.
-Wy…-zaczął z wściekłością.
-Znasz ich?- zdziwiła się Amelia.
-Jak można ich nie znać? To dwa najcięższe
przypadki w całym drugim wymiarze!
-Wiesz Amelia, ostatnio zapomniałem ci o czymś
powiedzieć- westchnął Daniel.- Eryk jest moim…
-…starszym!…
-…bratem bliźniakiem.
-Że co?- nie mogła uwierzyć własnym uszom.
-Mamy podobne moce i możemy czytać w swoich
myślach. No i... obaj jesteśmy istotami ciemności.
-Więc mam coraz większe szanse na zyskanie
nieśmiertelności!- ucieszyła się.
-Nie do końca. Okłamałem cię. Znam sposób na
uczynienie kogoś nieśmiertelnym.
-Ja i Daniel, jeśli połączymy nasze moce,
możemy tego dokonać- powiedział Eryk.
-Jest tylko jedno,, ale’’…- Daniel odwrócił wzrok
i na jego policzkach pojawiło się coś na kształt rumieńca.
-Przyznaję, to byłoby dziwne, ale też
niesamowicie ciekawe- westchnął filozoficznie Eryk.
-Co to za,, ale’’?- zapytała zaniepokojona.
-Żeby uczynić cię nieśmiertelną, musimy
połączyć się z tobą więzami krwi.
-Chyba przeżyję to- stwierdziła.
-Wspaniale! Więc na co czekamy?
Amelia
siedziała na kamieniu, a Eryk i Daniel po obu jej stronach. Ich ręce były
związane czerwoną wstęgą. Czuła się dziwnie, siedząc tak blisko nich. Sebastian
podał im sztylet i Daniel bez wahania ciął swój nadgarstek. Krew wezbrała i
spłynęła falą po jego ręce, kapiąc na kamień pod ich stopami. Eryk tym samym
nożem powtórzył jego ruch.
-Nie bój się- powiedział delikatnie
Eryk.-Postaram się nie zadać ci więcej bólu, niż to potrzebne, ale na chwilę
stracisz przytomność, kiedy twoja krew połączy się z naszą.
-Dobrze- wzięła głęboki oddech. Wiedziała, co
ma teraz nastąpić i bardzo się denerwowała.
Eryk
zakrwawionym sztyletem wyciął na jej skórze tajemniczy symbol. Poczuła jak jej
ciało opanowuje jakiś dziwny ogień i straciła przytomność, wpadając prosto w
otwarte ramiona Sebastiana.
Powoli
rozchyliła powieki. Patrzyła w lśniące szczęściem jedno oko Sebastiana.
-Witaj ukochana.
-Witaj, siostrzyczko- Daniel i Eryk zgodnie
się uśmiechnęli.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

