Rozdział 1
Dwie przyjaciółki, szły właśnie do Liceum Słodki Amoris. Jednej imię brzmiało Luna, a drugiej Mary. Luna ma czarne rozpuszczone włosy, czarne oczy, bladą cerę i lekko zaróżowione usta. Mary zaś to ciemna blondynka, o jasno-czerwonych ustach, niebieskich oczach i także bladej cery, obie mają 17 lat.
Dziewczyny doszły do liceum, Mary zaraz zauważyła Nataniela - jej ukochanego - karmiącego koty. Przyjaciółki się pożegnały i poszły w swoje strony.
- Nataniel! Hej.
- O cześć, Mary.
- Co robisz?
- Nie widać? - Uśmiechnął się czuło.
- Pomóc w czymś?
- Tak, zdejmij mi kota z głowy.
- Już! - Krzyknęła zdziwiona widokiem kota na głowie Nataniela.
Luna poszła zaś do szkoły, gdzie wypatrzyła Lysandra - to jej ukochany - piszącego wiersz. Skradała się po mału, cichu, niezauważona - jak zwykle.
- Lysio!
- Jezus Maria - Lysander się przestraszył tak, że aż upadł.
- Zawsze się dajesz. Dwadziesicia, zero dla mnie! Ha!
- Jeszcze się odegram.
- Pożyjemy zobaczymy.
- A Mary, gdzie?
- A jak sądzisz? Przecież codziennie rano Nataniel karmi koty, a ona z nim.
- Ah, ta miłość.
- Czy ktoś tu mówi, że Mary jest zakochana?
- Nie, ale to widać. Chyba tylko Nataniel tego nie widzi.
- Może widzi.
- Ta, jak sam jest zakochany.
- Hehe, a tak właściwie co robiłeś?
- Pisałem?
- Ale cooooo?
- Wiersz.
- A jaki?
- Jakiś...
- Sztywniak - uśmiechnęła się.
- Chodź, zaraz dzwonek - wziął Lunę za rękę i poszli do sali.
Wracając do Nataniela i Mary:
- Jezu, Nataniel, zaraz dzwonek!
- Chodź ze mną, znam skróty - i znów historia ze wzięciem za rękę, tylko on ją prowadził.
Mary i Luna były bardzo zakochane i czasem tak się rozmarzały, że zapominały o bożym świecie. Dzisiaj obie wróciły do domu bardzo późno, bo Luna pomagała Lysandrowi z wierszem, a Mary pomagała Natanielowi z dokarmianiem kotów. Zwykle wracały tak samo jak przychodziły do szkoły, ale dzisiaj poszły na skróty - przez park. Podczas wracania, wymieniły się wrażeniami, aż nagle usłyszały coś w krzakach. Potem zemdlały.
Rozdział 2
Następnego dnia, dziewczyny obudziły się w szpitalu. Ktoś zadzwonił po pogotowie. Po rozmowie z lekarzem dziewczyny mogły wrócić do domu, była sobota, więc, robiły co chciały, ale dzień bez Nataniela i Lysandra to dzień stracony. Mary poszła do kotów, wiedząc, że Nataniel tam przesiedzi cały dzień, a Luna do Lysandra, który jak co weekend siedzi zapewne w parku. Ubrały się i wyszły.
- Pół godziny, musimy iść.
- A pobiegnąć nie możemy? - Spytała się Luna.
- Nie, bo się skapną, że ich kochamy.
- Mi to obojętne.
- Tak, tylko twój Lysio będzie cię unikał.
- Dobra chodźmy powoli - powiedziała zawiedziona.
Po pół godzinie, obie doszły do parku, a szkoła była oddalona o 5 minut drogi.
- Pa, Luna.
- Pa, Mary.
Ledwie Luna weszła do parku i od razu zobaczyła Lysandra myślącego. Jak zwykle chciała się skradać, ale przez kamyki nie dało rady.
- Znowu mnie chciałaś przestraszyć? - Uśmiechął się.
- Eee... nie? - Uśmiała się.
- Tak, tak jasne. Czemu cię tak szybko wypuścili ze szpitala?
- Skąd wiesz, że tam byłam?
- Obiło mi się o uszy...
- Dobra, nie ważne. Nad czym myślałeś?
- Nad czymś...
I ta rozmowa się tak ciągła i ciągła. A teraz przejdzimy do Nataniela i Mary:
- Cześć Nataniel.
- Hej Mary, już wyszłaś ze szpitala?
- Skąd wiesz, że w ogóle byłam w szpitalu?
- Obiło mi się o uszy. Weź karmę i nakarm, tamte małe kotki.
- Yhym, dobrze.
Mary nakarmiła małe kotki, gdy zaś to zrobiła zauważyła Amber, więc się schowała.
- Nataniel! Znowu tu siedzisz z kotami?
- Amber? Co tu robisz? Przecież ty nie lubisz kotów.
- Tak, ale chcę wiedzieć, czy nie ma tu tej Mary.
- Nie ma.
- Pff, a gdzie jest?
- W szpitalu.
- I dobrze.
Amber odeszła, a Mary miała przeczucie, że to przez nią Mary wylądowała w szpitalu. Kiedy wyszła z ukrycia, Nataniel sie zapytał:
- Boisz się mojej siostry?
- Nie, po prostu nie chcę mieć z nią nic wspól...
- Wspólnego?
- Tak...
- Heh, ja też - uśmiechnął się.
Do siedemnastej Nataniel rozmawiał z Mary, a Luna z Lysandrem. Potem cała czwórka wróciła do domów.
Koniec rozdziału 2, podoba się? :3
Rozdział 3
Tak jak w każdy poniedziałek Mary obudziła się pół godziny później niż zwykle. Luna zawsze wstaje o tej samej godzinie, czyli 6:30
- Mary wstawaj!
- O co chodzi?
- Jest poniedziałek i szkoła.
- O nie...
- A Nataniel?
- Poczeka do jutra.
- No wstawaj! Bo ja nie pójdę na imprezę w sobotę.
- Dobra już wstaję. Kiedyś się zemszczę, za to wyciąganie z łóżka szantażem.
- Kiedyś mi podziękujesz. Idź się ubrać.
Luna cześto wyciągała z łóżka Mary szantażem, ale różnym. Czasem, że powie Natanielowi o jej miłości do niego, innym, że nie pójdzie do klubu, a jeszcze innym (tak jak dzisiaj), że nie pójdzie na imprezę. Ale Mary robiła to samo, tyle, że w weekendy.
- Luna, gdzie moja bluzka?!
- W praniu!
- Osz ty nie dobra!
- Żartuję! Jest pod tą stertą!
- Dzięki!
Luna zaczęła ubierać buty, a Mary skarpetki.
- Mary! Kiedy wyjdziesz?
- Za chwilę, a co?
- Nic.
Luna wyjęła prezent dla Mary, bo dzisiaj są jej urodziny. Mary zapomniała o własnych urodzinach, ale Luna dzisiaj ratuje sytuację. Po 5 minutach Mary wyszła z łazienki.
- Wszystkiego najlepszego!
- Dzisiaj są moje urodziny?
- Ty zapominajko.
- Dziękuję.
- Proszę, prezent.
- O jezu! Takie chciałam! Dziękuję! Dziękuję! - Mary przytuliła Lunę.
- Nie ma za co. Chodź już to, że masz urodziny nie znaczy, że masz nie iść do szkoły.
Dziewczyny wyszły.
Kiedy były blisko szkoły, spotkały Lysandra, nic nie mówili, ale dał Lunie karteczkę, na której było napisane: "Spotkajmy się w parku po lekcjach". Była w siódmym niebie kiedy to przeczytała. Podzieliła się nowią z Mary.
- Masz się spotkać z Lysandrem, po lekcjach.
- Gratuluję!
Mary i Luna doszły do szkoły, a na powitanie spotkały Nataniela.
- Cześć dziewczyny.
- Cześć. Ja was zostawiam samych - powiedziała Luna i odeszła.
- O co chodzi?
- Możemy się spotkać po lekcjach?
- Dobrze, tak gdzie zwykle?
- Tam gdzie zwykle - uśmiechnął się i odszedł.
Lekcje mijały, szybko, może dlatego, że dziewczyny bujały w obłokach, a lekcje były luźne? Może. Tak jak się Mary umówiła z Natanielem, tak też poszła, to samo zrobiła Luna.
- Hej, Nataniel, co mi chciałeś powiedzieć?
Nic się nie odezwał, ponieważ...
JAK CHCESZ WIEDZIEĆ CZYTAJ, TO BĄDŹ CIERPLIWI I CZEKAJ. XD JESTEM TAKA KOCHANA, PRAWDA? XD Dozobaczenia ;*
Rozdział 3 - ciąg dalszy :3
Nic się nie odezwał, ponieważ ją pocałował (*-* Mówiłam, że jestem szalona? XD).
- Em... Nata... - Nie dokończyła, bo Nataniel gdzieś zniknął (Bada badum (Izy XD Ona wie o co chodzi <.>).
Idźmy teraz do Luny i Lysandra. Była podobna historia, więc nie będę wam o niej mówić.
Po powrocie do domu dziewczyny sobie powiedziały, co przeżyły. Obie były zaskoczone i się zastanawiały czy to przypadek czy też może to było zaplanowane od początku.
Tydzień później.
Mary, była na dziedzińcu.
- Słyszałem, że ty i Nataniel jesteście ze sobą.
"Czy to? Tak na pewno, wszędzi poznam jego głos" - pomyślała Mary. To był czerwonowłosy Kastiel, najgorszy typ w tej szkole, ale nie gorszy od Amber. (XD)
- Masz złe informacje.
- Napewno? - Uśmiechnął się zlowieszczo, jak zwykle.
- Napewno. Poza tym, skąd możesz mieć takie informacje?
- Ma się sposoby - uśmiech zniknął z jego twarzy.
- Ta... - w tym momencie pojawiła się Luna.
- Kastiel, znowu zaczepiasz Mary? Zakochałeś się czy co?
- Nie.
- To może dasz jej spokój?
Kastiel odszedł, a dziewczyny weszły do szkoły. Specjalnie nie wypatrywały chłopaków, nie chciały ich jeszcze widzieć. Podczas lekcji, dziewczyny były bardziej skupione na nauce niż zwykle.
Po lekcjach.
Dzisiaj dziewczyny skończyły późno. Wracały przez park, chciały odetchnąć, choć miały dalej do domu. Usłyszały szelest z krzaków, tak jak wtedy kiedy potem wylądowały w szpitalu. Podeszły, bo domyślały się kto to może być, ale nie ujrzały twarzy kogoś kogo podejrzewały o to. Po chwili zemdlały.
Trochę dzisiaj krótki rozdział, ale xD Jeszcze będzie post na stronie głównej. :3
Rozdział 4
Tym razem dziewczyny obudziły się w pokoju, który wyglądał jakby był z XVI wieku. Rozejrzały się i popatrzyły na siebie.
- Dziwne... - powiedziała Mary.
- Bardzo. Tak właściwie to...
- Wiem, sama się nie spodziewałam, że to ON... Myślałam, że to jego...
- Ale, że ukrywali to przed nami... Czemu nie powiedzieli?
- Może nie mogli?
- Eh... życie jest niesprawiedliwe.
*5 minut póżniej*
Lysander i Nataniel weszli do pokoju (No kto sie spodziwał? :3 Haha! XD). A że Mary zasnęła z przemęczenia, tylko Luna się na nich obejrzała.
- ...
- Nie macie nic do powiedzenia?
- Em... - wyrzktusił z siebie Lysander (nie wiem jak się to pisze, a wy Majka i Julka, jak macie coś do gadania to na MSP XD).
- Może najpierw przemyślcie co chcecie nam powiedzieć i poczekacie aż Mary się obudzi?
Wyszli z pokoju, a Luna odetchnęła i sama zasnęła. Cała ich drzemka trwała do nocy. Kiedy zaś się obudziły, dotknął je głód. Spojrzały na stolik a tam czekała na nie kolacja - ziemniaki, słatka i kurczak. Siadły do stołu i zaczęły jeść, zdziwiły się, ponieważ jedzenie było jeszcze ciepłe. Kiedy zjadły Luna się spytała:
- Skoro Nataniel i Lysander tu mieszkają i są wampirami, to gdzie Leo i Amber?
- I Rozalia... - dodała Mary.
- Chyba chłopaki zaraz przyjdą.
- Chodź, siądziemy na łóżku.
*5 minut później*
Tym razem zapukali do pokoju. Weszli do pokoju, a pierwsze co przyciągnęło uwagę dziewczyn to karteczka którą trzymał Nataniel w dłoni.
- Może dacie nam karteczkę, zamiast ją czytać?
- Ha??? - Nataniel i Lysander się zdziwili, a ich oczy wyglądały jakby zaraz im miały uciec ( emotikonka dla tych którzy nie mają wyobraźni - O.O)
- No daj - uśmięchnęła się Mary i wyciągnęła dłoń po karteczkę.
- Proszę. To może my wyjdziemy - dał jej kartkę i wyszli.
- Przeczytaj na głos! - Powiedziała Luna.
- "A więc: jesteśmy wampirami, kiedy ostatnio trafiłyście do szpitala to była nasza wina, teraz postanowiliśmy was wziąć, bo... nie wiemy czemu... impuls. Teraz zostaniecie z nami... na zawsze. Jesteście od teraz jednymi z nas."
- Chwila, co?! Idę tam i ich osobiście uduszę!
- Luna! Ty chcesz ich zabić, a potem co? Mnie zabijesz?
- Nie, ale zasłużyli sobie na to.
- Jak wejdą, to ich zabijemy razem.
I koniec narazie! XD TYM RAZEM ZOSTAWCIE POZOSTAŁOŚCI PO SOBIE - KOM XD Paaaaa xD
Rozdział 5 (Hehe, tak Julka doganiam Cię *.*)
Następnego dnia. Dziewczyny obudziły się o 8:59 - co było nie podobne do Luny - a na stoliku leżały już kanapki z dżemem na śniadanie. Były bardzo zmęczone żeby wstać, ale się jakoś wyczągały. Potem ubrały się i wyszły z pokoju rozjerzeć się. Spotkały po drodze - Mai.
- Hej... - odezwała się Mary.
- Hej, to wy jesteście Mary i Luna?
- Tak, kim jesteś?
- Jestem Majka, sprzątam, gotuję, wysłuchuję tych dwóch.
- No to mamy o czym gadać.
- Hehe, trochę wam brakuje plotek?
- Może.
- Chodźcie oprowadzę was.
Luna i Mary poszły za Mai przy okazji dowiedziały się nowych rzeczy o chłopakach. Poznały dom, żeby jakoś jednak się poruszać. Całe zwiedzanie zajęło im cały dzień, skończyły akurat wtedy kiedy chłopaki wrócili, zawsze wchodzą najpierw do kuchni, ale zamiast samej Mai gotującej obiad, napotkali plotkujące dziewczyny.
- Eeeee... - Zdziwili się.
- Hej, chłopaki! - Przywitała się Luna.
- Hej. Co wy tu robicie?
-Rozmawaimy?
- Chodźcie, zaraz obiad.
Lysander usiadł obok Luny, a Nataniel obok Mary.
- A co na obiad? - Spytał się Lysander.
- Ty - powiedziała Mai.
- Spagetthi (czyt. spagetti, chyba dobrze napisałam, jak źle to - MAJKA JULKA PISAĆ NA MSP!) - powiedziała Luna.
- Więcej się nie będę ciebie pytać.
- A gdzie byliście? - Spytała się Mary.
- ...
- Aha, dobra, rozumiem, mam się nie pytać - Mary wstała od stołu i poszła na dwór.
- Gdzie idziesz? - Zapytał z powagą Nataniel.
- Na dwór. Co, nie wolno mi?
- ...
- Mai, zawołaj mnie na obiad.
- Ok.
Mary wyszła na pół godziny, kiedy wróciła chłopaków już nie było.
- Poszli?
- Tak, poszli z obiadem do pokojów.
- Może to i dobrze. A tak w ogóle to czemu, nie można się ich spytać gdzie byli?
- Nie lubią o tym mówić, chyba chodzą na łowy, albo coś. Nie wiem nigdy się nie przyznali. Chyba się za bardzo wstydzą...
To tyle wkrótce nowy rozdział ^^
Rozdział 6
Kiedy dziewczyny się obudziły, zobaczyły chłopaków. Były śpiące, ale myślały trzeźwo.
- Co wy tu robicie?
- Siedzimy?
- O co chodzi?
- Wczoraj, jak się spytałyście, o to, gdzie byliśmy...
- Może lepiej nas tam zaprowadzicie?
- Dobrze. Idziemy za godzinę.
Chłopaki wyszli, a dziewczyny zaczęły myśleć co robią przez cały dzień.
- Może chodzą w różne miejsca?
- Może... a może nie.
- Dobra, chodź ubieramy się.
- Yhym.
Godzinę później
- To idziemy?
- Chodźcie.
Lysander i Nataniel zaprowadzili dziewczyny w jakieś ciemne, chłodne miejsce, aż nagle zobaczyli bardzo jasne światło, wręcz białe. Potem znaleźli się w lesie. Lysander i Nataniel zaprowadzili dziewczyny do jakiegoś dziwnego miesjca urządzonego w stylu renesansowym. Spotkali tam chłopca o imieniu Felix. Był specjalistą od problemów miłosnych, psychicznych itd. Zgodnie z prawem, nie powiedział dziewczynom dlaczego chłopaki tam przychodzili.
- A więc? Chcecie coś czy po prostu, chciałyście zobaczyć, gdzie ci dwaj się podziewają?
- To drugie.
- Wyjdźcie, to tajne/poufne.
- Dobra, dobra.
Dziewczyny wyszły i czekały, chyba z 15 godzin na nich pod drzewami, ale czasem na nie wchodziły.
- Jezu, co wy tam robicie? Plotkujecie czy co? - Spytała się Luna zwiszająca z drzewa.
- A może.
- Wracamy? Zgłodniałam.
- My tu jeszcze zostaniemy, ale pokażemy wam drogę.
- Plotkarze gorsi od nas.
- Ej, nie plotkujemy, tylko o was rozma...!
- Brawo, Lysander - powiedział zły Nataniel.
- Może lepiej nas wyślecie do domu?
- Tak.
Dziewczyny wróciły i spotkały Mai, a potem się podzieliły wieściami, chłopaki jeszcze siedzieli tam 7 godzin. Wrócili kiedy dziewczyny już usnęły, a oni zmęczeni, nic nie zjedli tylko się położyli.
Rozdział 7
Dzień kolejny. Kiedy wszyscy wstali, zebrali się w kuchni, zaczęło się od pytania:
- Nie idzecie dzisiaj, do Felixa? - Spytała Luna kiedy właśnie napiła się kakao.
- Nie, dzisiaj mamy cały dzień dla was - powiedział ze szczęciem Lysander.
- Nataniel? Wiesz, gdzie idziemy? - Spytała się tajemniczo Mary.
- Wiem - odpowiedział równie tajemniczo Nataniel.
- No to co? Jemy to śniadanie? - Uśmiechnęła się Mary.
- Wszyscy są głodni, żałroku.
Śniadanie zajęło ponad godzinę, przez rozmowę (czytajta gadaninę). Później, Mai została sama w domu, a Lysander i Luna poszli do parku, do swojego kątka, Nataniel i Mary poszli zaś ad jeziorko, dzie chodzili po karmieniu kotów. Obie pary bardzo lubiły te miesjca, miały do nich sentyment.
Rozmowa Mary i Nataniela:
- Lubię to miejsce, a ty?
- Też...
- Coś się stało, Nataniel?
- Nie...
Mary spojrzała mu w oczy, a on ją pocałował. Przypomniała sobie poprzedni pocałunek, a potem przytuliła Nataniela, a on ją. Po pocałunku:
- Zostaniesz moją dziewczyną?
- Tak - uśmiechnęła się i go pocałowała.
Rozmowa Luny i Lysandra:
- Pamiętasz co tu się wydarzyło?
- Doskonale, przecież wiesz...
- Że to twoja sprawka? - Uśmiechnęła się Luna.
- Haha, nie - Lysnader się zbliżył do Luny i się pocałowali. Pocałunek trwał 10 sekund.
- Zostaniesz moją dziewczyną?
- Tak.
Lysander i Luna spędzili ten dzień, na pisaniu, a Mary i Nataniel na karmieniu kotów, więc się wiele nie zmieniło. Po tym jak wrócili do domu, dziewczyny, zamknęły się w pokoju, położyły się na łóżku i zaczęły rozmawiać oraz marzyć do kolacji. Po kolacji, wszyscy poszli spać.
Przepraszam za tak krótkie rozdziały :C Ale co ja poradzę?
Pa, dozobaczenia w next rozdziale ;3
Rozdział 8
Rok później
Mary i Nataniel zamieszkali razem. Wszyscy się odwiedzają i utrzymują kontakt, ale w najbliższym czasie Mary i Nataniel mieli zamiar wyjechać. Nikt nie wiedział gdzie, ponieważ trzymali to w tajemnicy.
Luna i Lysander zostali rodzicami. Urodził im się synek którego nazwali Leo - jak jego wujek. Oboje obdarzyli go miłością i kłami wampira.
Dzień wyjadu Mary i Nataniela.
Nataniel i Mary przyszli ostatni raz do Luny i Lysandra.
- Żegnajcie, kochani.
- Nie zapomnijcie o nas i o małym Leo.
- Nie zapomnimy. Teraz czas by wam powiedzieć gdzie jedziemy.
- No mówcie!
- Do Paryża.
- Osz ty, spełniasz moja marzenia.
- Tylko, że ja korzystam - uśmiechnęły się obie.
- Jeszcze coś wam musimy powiedzieć - rzekł Nataniel.
- Mówicie.
- Jestem w ciąży!
- Jezu, gratuluję! - Przytuliły się.
- No już musimy iść - powiedział Nataniel i objął w pasie Mary. Pożegnali się i odeszli. I jeśli jeszcze nie zginęli to żyją do dziś w Paryżu, a Luna i Lysander żyją w Transylwani, to stąd się wziął Hrabia Dracula.
Oto i koniec XD A teraz coś dla was:
Rozdział 2
Następnego dnia, dziewczyny obudziły się w szpitalu. Ktoś zadzwonił po pogotowie. Po rozmowie z lekarzem dziewczyny mogły wrócić do domu, była sobota, więc, robiły co chciały, ale dzień bez Nataniela i Lysandra to dzień stracony. Mary poszła do kotów, wiedząc, że Nataniel tam przesiedzi cały dzień, a Luna do Lysandra, który jak co weekend siedzi zapewne w parku. Ubrały się i wyszły.
- Pół godziny, musimy iść.
- A pobiegnąć nie możemy? - Spytała się Luna.
- Nie, bo się skapną, że ich kochamy.
- Mi to obojętne.
- Tak, tylko twój Lysio będzie cię unikał.
- Dobra chodźmy powoli - powiedziała zawiedziona.
Po pół godzinie, obie doszły do parku, a szkoła była oddalona o 5 minut drogi.
- Pa, Luna.
- Pa, Mary.
Ledwie Luna weszła do parku i od razu zobaczyła Lysandra myślącego. Jak zwykle chciała się skradać, ale przez kamyki nie dało rady.
- Znowu mnie chciałaś przestraszyć? - Uśmiechął się.
- Eee... nie? - Uśmiała się.
- Tak, tak jasne. Czemu cię tak szybko wypuścili ze szpitala?
- Skąd wiesz, że tam byłam?
- Obiło mi się o uszy...
- Dobra, nie ważne. Nad czym myślałeś?
- Nad czymś...
I ta rozmowa się tak ciągła i ciągła. A teraz przejdzimy do Nataniela i Mary:
- Cześć Nataniel.
- Hej Mary, już wyszłaś ze szpitala?
- Skąd wiesz, że w ogóle byłam w szpitalu?
- Obiło mi się o uszy. Weź karmę i nakarm, tamte małe kotki.
- Yhym, dobrze.
Mary nakarmiła małe kotki, gdy zaś to zrobiła zauważyła Amber, więc się schowała.
- Nataniel! Znowu tu siedzisz z kotami?
- Amber? Co tu robisz? Przecież ty nie lubisz kotów.
- Tak, ale chcę wiedzieć, czy nie ma tu tej Mary.
- Nie ma.
- Pff, a gdzie jest?
- W szpitalu.
- I dobrze.
Amber odeszła, a Mary miała przeczucie, że to przez nią Mary wylądowała w szpitalu. Kiedy wyszła z ukrycia, Nataniel sie zapytał:
- Boisz się mojej siostry?
- Nie, po prostu nie chcę mieć z nią nic wspól...
- Wspólnego?
- Tak...
- Heh, ja też - uśmiechnął się.
Do siedemnastej Nataniel rozmawiał z Mary, a Luna z Lysandrem. Potem cała czwórka wróciła do domów.
Koniec rozdziału 2, podoba się? :3
Rozdział 3
Tak jak w każdy poniedziałek Mary obudziła się pół godziny później niż zwykle. Luna zawsze wstaje o tej samej godzinie, czyli 6:30
- Mary wstawaj!
- O co chodzi?
- Jest poniedziałek i szkoła.
- O nie...
- A Nataniel?
- Poczeka do jutra.
- No wstawaj! Bo ja nie pójdę na imprezę w sobotę.
- Dobra już wstaję. Kiedyś się zemszczę, za to wyciąganie z łóżka szantażem.
- Kiedyś mi podziękujesz. Idź się ubrać.
Luna cześto wyciągała z łóżka Mary szantażem, ale różnym. Czasem, że powie Natanielowi o jej miłości do niego, innym, że nie pójdzie do klubu, a jeszcze innym (tak jak dzisiaj), że nie pójdzie na imprezę. Ale Mary robiła to samo, tyle, że w weekendy.
- Luna, gdzie moja bluzka?!
- W praniu!
- Osz ty nie dobra!
- Żartuję! Jest pod tą stertą!
- Dzięki!
Luna zaczęła ubierać buty, a Mary skarpetki.
- Mary! Kiedy wyjdziesz?
- Za chwilę, a co?
- Nic.
Luna wyjęła prezent dla Mary, bo dzisiaj są jej urodziny. Mary zapomniała o własnych urodzinach, ale Luna dzisiaj ratuje sytuację. Po 5 minutach Mary wyszła z łazienki.
- Wszystkiego najlepszego!
- Dzisiaj są moje urodziny?
- Ty zapominajko.
- Dziękuję.
- Proszę, prezent.
- O jezu! Takie chciałam! Dziękuję! Dziękuję! - Mary przytuliła Lunę.
- Nie ma za co. Chodź już to, że masz urodziny nie znaczy, że masz nie iść do szkoły.
Dziewczyny wyszły.
Kiedy były blisko szkoły, spotkały Lysandra, nic nie mówili, ale dał Lunie karteczkę, na której było napisane: "Spotkajmy się w parku po lekcjach". Była w siódmym niebie kiedy to przeczytała. Podzieliła się nowią z Mary.
- Masz się spotkać z Lysandrem, po lekcjach.
- Gratuluję!
Mary i Luna doszły do szkoły, a na powitanie spotkały Nataniela.
- Cześć dziewczyny.
- Cześć. Ja was zostawiam samych - powiedziała Luna i odeszła.
- O co chodzi?
- Możemy się spotkać po lekcjach?
- Dobrze, tak gdzie zwykle?
- Tam gdzie zwykle - uśmiechnął się i odszedł.
Lekcje mijały, szybko, może dlatego, że dziewczyny bujały w obłokach, a lekcje były luźne? Może. Tak jak się Mary umówiła z Natanielem, tak też poszła, to samo zrobiła Luna.
- Hej, Nataniel, co mi chciałeś powiedzieć?
Nic się nie odezwał, ponieważ...
JAK CHCESZ WIEDZIEĆ CZYTAJ, TO BĄDŹ CIERPLIWI I CZEKAJ. XD JESTEM TAKA KOCHANA, PRAWDA? XD Dozobaczenia ;*
Rozdział 3 - ciąg dalszy :3
Nic się nie odezwał, ponieważ ją pocałował (*-* Mówiłam, że jestem szalona? XD).
- Em... Nata... - Nie dokończyła, bo Nataniel gdzieś zniknął (Bada badum (Izy XD Ona wie o co chodzi <.>).
Idźmy teraz do Luny i Lysandra. Była podobna historia, więc nie będę wam o niej mówić.
Po powrocie do domu dziewczyny sobie powiedziały, co przeżyły. Obie były zaskoczone i się zastanawiały czy to przypadek czy też może to było zaplanowane od początku.
Tydzień później.
Mary, była na dziedzińcu.
- Słyszałem, że ty i Nataniel jesteście ze sobą.
"Czy to? Tak na pewno, wszędzi poznam jego głos" - pomyślała Mary. To był czerwonowłosy Kastiel, najgorszy typ w tej szkole, ale nie gorszy od Amber. (XD)
- Masz złe informacje.
- Napewno? - Uśmiechnął się zlowieszczo, jak zwykle.
- Napewno. Poza tym, skąd możesz mieć takie informacje?
- Ma się sposoby - uśmiech zniknął z jego twarzy.
- Ta... - w tym momencie pojawiła się Luna.
- Kastiel, znowu zaczepiasz Mary? Zakochałeś się czy co?
- Nie.
- To może dasz jej spokój?
Kastiel odszedł, a dziewczyny weszły do szkoły. Specjalnie nie wypatrywały chłopaków, nie chciały ich jeszcze widzieć. Podczas lekcji, dziewczyny były bardziej skupione na nauce niż zwykle.
Po lekcjach.
Dzisiaj dziewczyny skończyły późno. Wracały przez park, chciały odetchnąć, choć miały dalej do domu. Usłyszały szelest z krzaków, tak jak wtedy kiedy potem wylądowały w szpitalu. Podeszły, bo domyślały się kto to może być, ale nie ujrzały twarzy kogoś kogo podejrzewały o to. Po chwili zemdlały.
Trochę dzisiaj krótki rozdział, ale xD Jeszcze będzie post na stronie głównej. :3
Rozdział 4
Tym razem dziewczyny obudziły się w pokoju, który wyglądał jakby był z XVI wieku. Rozejrzały się i popatrzyły na siebie.
- Dziwne... - powiedziała Mary.
- Bardzo. Tak właściwie to...
- Wiem, sama się nie spodziewałam, że to ON... Myślałam, że to jego...
- Ale, że ukrywali to przed nami... Czemu nie powiedzieli?
- Może nie mogli?
- Eh... życie jest niesprawiedliwe.
*5 minut póżniej*
Lysander i Nataniel weszli do pokoju (No kto sie spodziwał? :3 Haha! XD). A że Mary zasnęła z przemęczenia, tylko Luna się na nich obejrzała.
- ...
- Nie macie nic do powiedzenia?
- Em... - wyrzktusił z siebie Lysander (nie wiem jak się to pisze, a wy Majka i Julka, jak macie coś do gadania to na MSP XD).
- Może najpierw przemyślcie co chcecie nam powiedzieć i poczekacie aż Mary się obudzi?
Wyszli z pokoju, a Luna odetchnęła i sama zasnęła. Cała ich drzemka trwała do nocy. Kiedy zaś się obudziły, dotknął je głód. Spojrzały na stolik a tam czekała na nie kolacja - ziemniaki, słatka i kurczak. Siadły do stołu i zaczęły jeść, zdziwiły się, ponieważ jedzenie było jeszcze ciepłe. Kiedy zjadły Luna się spytała:
- Skoro Nataniel i Lysander tu mieszkają i są wampirami, to gdzie Leo i Amber?
- I Rozalia... - dodała Mary.
- Chyba chłopaki zaraz przyjdą.
- Chodź, siądziemy na łóżku.
*5 minut później*
Tym razem zapukali do pokoju. Weszli do pokoju, a pierwsze co przyciągnęło uwagę dziewczyn to karteczka którą trzymał Nataniel w dłoni.
- Może dacie nam karteczkę, zamiast ją czytać?
- Ha??? - Nataniel i Lysander się zdziwili, a ich oczy wyglądały jakby zaraz im miały uciec ( emotikonka dla tych którzy nie mają wyobraźni - O.O)
- No daj - uśmięchnęła się Mary i wyciągnęła dłoń po karteczkę.
- Proszę. To może my wyjdziemy - dał jej kartkę i wyszli.
- Przeczytaj na głos! - Powiedziała Luna.
- "A więc: jesteśmy wampirami, kiedy ostatnio trafiłyście do szpitala to była nasza wina, teraz postanowiliśmy was wziąć, bo... nie wiemy czemu... impuls. Teraz zostaniecie z nami... na zawsze. Jesteście od teraz jednymi z nas."
- Chwila, co?! Idę tam i ich osobiście uduszę!
- Luna! Ty chcesz ich zabić, a potem co? Mnie zabijesz?
- Nie, ale zasłużyli sobie na to.
- Jak wejdą, to ich zabijemy razem.
I koniec narazie! XD TYM RAZEM ZOSTAWCIE POZOSTAŁOŚCI PO SOBIE - KOM XD Paaaaa xD
Rozdział 5 (Hehe, tak Julka doganiam Cię *.*)
Następnego dnia. Dziewczyny obudziły się o 8:59 - co było nie podobne do Luny - a na stoliku leżały już kanapki z dżemem na śniadanie. Były bardzo zmęczone żeby wstać, ale się jakoś wyczągały. Potem ubrały się i wyszły z pokoju rozjerzeć się. Spotkały po drodze - Mai.
- Hej... - odezwała się Mary.
- Hej, to wy jesteście Mary i Luna?
- Tak, kim jesteś?
- Jestem Majka, sprzątam, gotuję, wysłuchuję tych dwóch.
- No to mamy o czym gadać.
- Hehe, trochę wam brakuje plotek?
- Może.
- Chodźcie oprowadzę was.
Luna i Mary poszły za Mai przy okazji dowiedziały się nowych rzeczy o chłopakach. Poznały dom, żeby jakoś jednak się poruszać. Całe zwiedzanie zajęło im cały dzień, skończyły akurat wtedy kiedy chłopaki wrócili, zawsze wchodzą najpierw do kuchni, ale zamiast samej Mai gotującej obiad, napotkali plotkujące dziewczyny.
- Eeeee... - Zdziwili się.
- Hej, chłopaki! - Przywitała się Luna.
- Hej. Co wy tu robicie?
-Rozmawaimy?
- Chodźcie, zaraz obiad.
Lysander usiadł obok Luny, a Nataniel obok Mary.
- A co na obiad? - Spytał się Lysander.
- Ty - powiedziała Mai.
- Spagetthi (czyt. spagetti, chyba dobrze napisałam, jak źle to - MAJKA JULKA PISAĆ NA MSP!) - powiedziała Luna.
- Więcej się nie będę ciebie pytać.
- A gdzie byliście? - Spytała się Mary.
- ...
- Aha, dobra, rozumiem, mam się nie pytać - Mary wstała od stołu i poszła na dwór.
- Gdzie idziesz? - Zapytał z powagą Nataniel.
- Na dwór. Co, nie wolno mi?
- ...
- Mai, zawołaj mnie na obiad.
- Ok.
Mary wyszła na pół godziny, kiedy wróciła chłopaków już nie było.
- Poszli?
- Tak, poszli z obiadem do pokojów.
- Może to i dobrze. A tak w ogóle to czemu, nie można się ich spytać gdzie byli?
- Nie lubią o tym mówić, chyba chodzą na łowy, albo coś. Nie wiem nigdy się nie przyznali. Chyba się za bardzo wstydzą...
To tyle wkrótce nowy rozdział ^^
Rozdział 6
Kiedy dziewczyny się obudziły, zobaczyły chłopaków. Były śpiące, ale myślały trzeźwo.
- Co wy tu robicie?
- Siedzimy?
- O co chodzi?
- Wczoraj, jak się spytałyście, o to, gdzie byliśmy...
- Może lepiej nas tam zaprowadzicie?
- Dobrze. Idziemy za godzinę.
Chłopaki wyszli, a dziewczyny zaczęły myśleć co robią przez cały dzień.
- Może chodzą w różne miejsca?
- Może... a może nie.
- Dobra, chodź ubieramy się.
- Yhym.
Godzinę później
- To idziemy?
- Chodźcie.
Lysander i Nataniel zaprowadzili dziewczyny w jakieś ciemne, chłodne miejsce, aż nagle zobaczyli bardzo jasne światło, wręcz białe. Potem znaleźli się w lesie. Lysander i Nataniel zaprowadzili dziewczyny do jakiegoś dziwnego miesjca urządzonego w stylu renesansowym. Spotkali tam chłopca o imieniu Felix. Był specjalistą od problemów miłosnych, psychicznych itd. Zgodnie z prawem, nie powiedział dziewczynom dlaczego chłopaki tam przychodzili.
- A więc? Chcecie coś czy po prostu, chciałyście zobaczyć, gdzie ci dwaj się podziewają?
- To drugie.
- Wyjdźcie, to tajne/poufne.
- Dobra, dobra.
Dziewczyny wyszły i czekały, chyba z 15 godzin na nich pod drzewami, ale czasem na nie wchodziły.
- Jezu, co wy tam robicie? Plotkujecie czy co? - Spytała się Luna zwiszająca z drzewa.
- A może.
- Wracamy? Zgłodniałam.
- My tu jeszcze zostaniemy, ale pokażemy wam drogę.
- Plotkarze gorsi od nas.
- Ej, nie plotkujemy, tylko o was rozma...!
- Brawo, Lysander - powiedział zły Nataniel.
- Może lepiej nas wyślecie do domu?
- Tak.
Dziewczyny wróciły i spotkały Mai, a potem się podzieliły wieściami, chłopaki jeszcze siedzieli tam 7 godzin. Wrócili kiedy dziewczyny już usnęły, a oni zmęczeni, nic nie zjedli tylko się położyli.
Rozdział 7
Dzień kolejny. Kiedy wszyscy wstali, zebrali się w kuchni, zaczęło się od pytania:
- Nie idzecie dzisiaj, do Felixa? - Spytała Luna kiedy właśnie napiła się kakao.
- Nie, dzisiaj mamy cały dzień dla was - powiedział ze szczęciem Lysander.
- Nataniel? Wiesz, gdzie idziemy? - Spytała się tajemniczo Mary.
- Wiem - odpowiedział równie tajemniczo Nataniel.
- No to co? Jemy to śniadanie? - Uśmiechnęła się Mary.
- Wszyscy są głodni, żałroku.
Śniadanie zajęło ponad godzinę, przez rozmowę (czytajta gadaninę). Później, Mai została sama w domu, a Lysander i Luna poszli do parku, do swojego kątka, Nataniel i Mary poszli zaś ad jeziorko, dzie chodzili po karmieniu kotów. Obie pary bardzo lubiły te miesjca, miały do nich sentyment.
Rozmowa Mary i Nataniela:
- Lubię to miejsce, a ty?
- Też...
- Coś się stało, Nataniel?
- Nie...
Mary spojrzała mu w oczy, a on ją pocałował. Przypomniała sobie poprzedni pocałunek, a potem przytuliła Nataniela, a on ją. Po pocałunku:
- Zostaniesz moją dziewczyną?
- Tak - uśmiechnęła się i go pocałowała.
Rozmowa Luny i Lysandra:
- Pamiętasz co tu się wydarzyło?
- Doskonale, przecież wiesz...
- Że to twoja sprawka? - Uśmiechnęła się Luna.
- Haha, nie - Lysnader się zbliżył do Luny i się pocałowali. Pocałunek trwał 10 sekund.
- Zostaniesz moją dziewczyną?
- Tak.
Lysander i Luna spędzili ten dzień, na pisaniu, a Mary i Nataniel na karmieniu kotów, więc się wiele nie zmieniło. Po tym jak wrócili do domu, dziewczyny, zamknęły się w pokoju, położyły się na łóżku i zaczęły rozmawiać oraz marzyć do kolacji. Po kolacji, wszyscy poszli spać.
Przepraszam za tak krótkie rozdziały :C Ale co ja poradzę?
Pa, dozobaczenia w next rozdziale ;3
Rozdział 8
Rok później
Mary i Nataniel zamieszkali razem. Wszyscy się odwiedzają i utrzymują kontakt, ale w najbliższym czasie Mary i Nataniel mieli zamiar wyjechać. Nikt nie wiedział gdzie, ponieważ trzymali to w tajemnicy.
Luna i Lysander zostali rodzicami. Urodził im się synek którego nazwali Leo - jak jego wujek. Oboje obdarzyli go miłością i kłami wampira.
Dzień wyjadu Mary i Nataniela.
Nataniel i Mary przyszli ostatni raz do Luny i Lysandra.
- Żegnajcie, kochani.
- Nie zapomnijcie o nas i o małym Leo.
- Nie zapomnimy. Teraz czas by wam powiedzieć gdzie jedziemy.
- No mówcie!
- Do Paryża.
- Osz ty, spełniasz moja marzenia.
- Tylko, że ja korzystam - uśmiechnęły się obie.
- Jeszcze coś wam musimy powiedzieć - rzekł Nataniel.
- Mówicie.
- Jestem w ciąży!
- Jezu, gratuluję! - Przytuliły się.
- No już musimy iść - powiedział Nataniel i objął w pasie Mary. Pożegnali się i odeszli. I jeśli jeszcze nie zginęli to żyją do dziś w Paryżu, a Luna i Lysander żyją w Transylwani, to stąd się wziął Hrabia Dracula.
Oto i koniec XD A teraz coś dla was:



HUHUHU, MOJA LUNA *O* <3 I DAŁAŚ MI LYSIA <3 K.C. <3 <33 <333 <3333
OdpowiedzUsuńJak chcesz wiedzieć DALEJ* ;-;
OdpowiedzUsuń<33 WRESZCIE <33
OdpowiedzUsuńDAM DAM DAM ;O DZIEDZIŃCU A NIE DZIECIŃCU DZIECIAKU <3
OdpowiedzUsuńDziedzińcu xD
OdpowiedzUsuńJezu, poprawię ;-;
OdpowiedzUsuń!UWAGA! Ten oto Szokujący Komentarz może zaszkodzić twojemu życiu lub zdrowiu, więc przez przeczytaniem go skontaktuj się z lekarzem lub farmaceutą, bądź sprawdź, czy nie masz czasami tasiemca czy innego obrzydlistwa, gdyż komentarz przeczytany z pasożytem w brzuchu może sprawić, że zostaniesz pozbawiony twarzy, wnętrzności oraz rozumu.
OdpowiedzUsuń~Szokujący Komentarz!~
<3
P.S. Ogarnij mój profil na googlach :D
Boję się ciebie XD
OdpowiedzUsuńPrzez ciebie mam nowe, niepokojące spojrzenie na Lysandra i Nataniel xD
OdpowiedzUsuńAch ten Lys xD Rozgarnięty jak zawsze ^-^
OdpowiedzUsuńY, ta laska to podstawowa Sucrette, czyli ty XD To było z trailera XD
OdpowiedzUsuńCicho, mua jest laska xD
OdpowiedzUsuń