Był ciepły, gwiaździsty wieczór, morderca czyhał na ofiarę. Działał sam. Ubrany w kominiarkę, czarną bluzę, czarne spodnie i czarne ciche buty. Siedział w krzakach czekając na odpowiedni moment, gdy zaś się on nadażył, podkradł się do okna, cichaczem otworzył je i wszedł. Wiedząc, że ofiara poszła do łazienki, wyjął nóż i skradał się po mału. Ofiara myła się za zasłoną. Otworzył drzwi i szybko wszedł, ofiara zdziwiona skrzypieniem drzwi wyjrzała zza zasłony, a później nic już nie widziała, zamorodował ją, dźgając ją w plecy kilkakrotnie, a następnie odcinając jej kończyny... Nazajutrz pies sąsiadów, wyczuł zwłoki, które leżały na podłodze łazienki. Jego właściciel poszedł za psem sprwdzić na co szczeka, nawet się nie ubrał, wyszedł w niebieski szlafrok. Kiedy zobaczył zwłoki swojej miłej sąsiadki zadzwonił po policję, wyglądało to tak:
- Dzień dobry, dzwonię w sprawie morderstwa na ulicy Wolf Street 35
- Dzień dobry, przyjedziemy najszybciej jak potrafimy. Proszę podać swoje dane. Sygnał... rozłączył się, żeby uspokoić psa.
Godzinę później.
Policja przyjechała po tak długim oczekiwaniu. Sąsiad wskazał miesjce zbrodni i został poproszony o rozmowę.
Dzisiaj jest sylwek, więc wesołego i wszystkiego szczęśliwego w nowym roku!
A co do książki, to jak się wam nie podoba to żegnam :3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz